Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opinia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opinia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 listopada 2014

Sprawa Romana P. u Lisa

Program: Tomasz Lis na żywo. Dyskusja na temat sytuacji Romana Polańskiego i kwestii, czy wydać go Amerykanom. Znowu jestem zdziwiona. Jeden z gości podważał w ogóle fakt gwałtu. A przepraszam, czym innym jest wykorzystanie trzynastolatki? Przede wszystkim jednak dziwi mnie w ogóle roztrząsanie tego tematu. Według mnie sprawa jest oczywista. Dokonał czynu zabronionego, uciekł w czasie zwolnienia za kaucją, co według prawa amerykańskiego skutkuje dożywotnim ściganiem i brakiem przedawnienia. Nad czym tu debatować?
A jednak rozmowa trwała. Zaproszeni goście przedstawili różne aspekty i wyciągali różne oblicza tego tematu. Ewa Wanat mówiła o tym, jak ważną informacją społeczną jest wyciąganie konsekwencji wobec sprawcy gwałtu. Nieukaranie sprawcy jest wyraźnym sygnałem dla przyszłych ofiar, że ich krzywdziciele nie poniosę za to żadnej kary. Na uwagę innego gościa, że ten konkretny Polański poniósł już karę., bo jest napiętnowany, bo cierpiał, bo przeszedł piekło, zripostowała bardzo celnie: sam był tego przyczyną.
Aleksander Pociej i Janusz Głowacki prezentowali natomiast poglądy, rzekłabym, niepokojące. Pierwszy z wymienionych panów, chociaż mecenas, bardzo chętnie przychylał się do poglądu, by jednak nie robić z tego wielkiej sprawy. Podpierał się oczywiście przepisami prawa, ale widać było, jak blisko mu do zdania, by zostawić Polańskiego w spokoju, a już na pewno nie wydawać go Amerykanom. Zdecydowanie wypowiadał się w ten sposób Janusz Głowacki. Nie podobało mi się u obu panów to, że w swoich wypowiedziach nawiązywali do chrześcijańskiej (to słowo padło) wartości – wybaczania. Świetnie, ale co z ofiarą? Skoro sprawcy sumienie pozwoliło na czyn łamiący przecież Dekalog, to ona powinna i tak wybaczyć? Może jeszcze przeprosić? (Niestety, są kultury, gdzie tak się dzieje…). Ale przede wszystkim: nie mieszajmy prawa z poglądami religijnymi, bo to się dobrze nie skończy.
W tej dyskusji najbardziej odpowiadało mi stanowisko Romana Giertycha. Przedstawił on po prostu sytuację prawną zdarzenia, odnosząc się również do porozumień polsko-amerykańskich (w końcu do gwałtu doszło w Ameryce). Nic więcej, niż mniej. I tak, moim zdaniem, ta sprawa winna być oceniana. Bo gdyby to nie był znany człowiek, światowej sławy reżyser, milioner? To co wtedy? Prawo powinno być równe wobec wszystkich. Giertych wypowiadał się spokojnie, choć nieco się uniósł, gdy Głowacki zakwestionował termin „gwałt”. Jego zdaniem to za mocne określenie dla tego zdarzenia. Nie wiem, czy rzeczywiście ten pan ma takie poglądy, ale wyglądało mi to na chwyt retoryczny, bo oburzenie mecenasa natychmiast próbował wyeksponować. Spięcie między panami było krótkie i za chwilę nie pozostał po nim ślad.
Ogólnie dyskusja była niemrawa i – moim zdaniem – trochę bezprzedmiotowa. Bo i co z tego gadania? Zresztą, większość tego typu programów (nie tylko ten konkretny) prezentują ten sam poziom. Czasem, dla podkręcenia atmosfery, zestawia się sprawdzonych oponentów (jak Kazimiera Szczuka i Tomasz Terlikowski czy Beata Kempa i jakikolwiek mężczyzna), ale to też się powoli opatrzyło. Tematy ledwo muskają meritum problemu. Kilka tygodni temu w studiu Lisa była rozmowa o wielodzietności. Dlaczego Polki nie chcą rodzić dzieci. Zaproszone do studia mamy, mające dwoje lub więcej dzieci, były pytane, jak sobie radzą. „To przecież ogromne logistyczne wyzwanie”, unosił się z zachwytu Lis, kierując te słowa do Małgorzaty Terlikowskiej, mamy piątki dzieci. Czekałam na pytanie: czy panie dają radę finansowo? Nie padło. Jedna Ania Mucha wspomniała o pieniądzach, ale nie zostało to podjęte. A przecież, jak się ma pieniądze, to i przedszkole się ogarnie.
Innym razem słuchałam dyskusji czterech prawników. Po dwudziestu minutach zrozumiałam, że nie dowiem się niczego na temat mającej właśnie wejść nowelizacji danej ustawy (czy czegoś tam), a to mnie właśnie ciekawiło, bo chciałam wiedzieć, o co w zasadzie chodzi. Nic z tego. Panowie rozkoszowali się własnymi głosami i kunsztownie budowanymi zdaniami… pardon. Prawniczym bełkotem. Wtedy wyłączyłam telewizor i pogrążyłam się w zadumie. Efektem było odkrycie na miarę Kolumba: z takich programów niczego człowiek się nie dowie. Szkoda czasu na ich oglądanie.

Więc nie oglądam. Słucham wieczorami, jednocześnie bawiąc koty, ogarniając wieczorem mieszkanie, odpisując na smsy czy po prostu relaksując się przy kompie. A w tle leci dyskusja, za którą gościom i – przede wszystkim – prowadzącemu płaci się z pewnością niemałe pieniądze. I niczemu innemu to nie służy.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

(Nie)politycznym okiem

Chyba już wszyscy wiedzą, co się dzieje obecnie w naszej polityce. Nawet ci, którzy zazwyczaj się tym nie interesują, ew. siedzą w Bieszczadach. A jeśli ktoś sobie nie zadał trudu, by przeczytać opublikowane zapisy nagrań, to cytaty wylewają się z mediów, a nowe memy na ten temat powstają w internecie w mgnieniu oka.
Oczywiście trudno się dziwić, że temat budzi emocje. Bo chociaż niby wszyscy zdajemy sobie sprawę, że politycy nas… jak to elegancko powiedzieć…? – cyckają (może być? Mój kolega z liceum tak mówił. Kiedy znów okazywało się, że jakieś obietnice nie zostaną dotrzymane, kolega mówił: „Znowu nas wycyckali”), to jednak przykro tak się o tym dowiedzieć wprost.
Należę do tego grona osób, które nie przeczytały pełnego zapisu podsłuchanej rozmowy – chociaż czytać zasadniczo lubię. I nie z powodu niechęci do wulgaryzmów, których tam podobno cała masa. Skąd niby miałam o tym wiedzieć, skoro nie czytałam? Ale myślę, że streszczenie całej sprawy przez media w pełni zaspokaja moje potrzeby. Nie muszę wiedzieć nic więcej. To, czego się dowiedziałam, wystarczy mi aż nadto.

Jestem przeciętną Kowalską, ale z podgrupy idealistów. Nie, nie mam złudzeń, że politycy są nadludźmi, którzy działają z pobudek czysto bezinteresownych. Mimo wszystko ogromną przykrość sprawia pozbawienie złudzeń, że są choć ludźmi przyzwoitymi. Od teraz nie mam już wątpliwości, że rządzą nami – Polakami – ludzie prymitywni, którzy nawet nie ukrywają swojej pazerności i zachłanności na pieniądze i władzę (a jedno wiąże się z drugim). Jednocześnie są tak głupi, że nie potrafią czy nie chcą tego ukryć, wierząc w swoją bezkarność. (No chyba wiedzą o czymś takim, jak podsłuch? Mało już było tego rodzaju afer, w Polsce i na świecie?). I chyba najgorsze, w mojej ocenie, jest to, że mają rację. Bo jaka jest alternatywa…? Że będą musieli podać się do dymisji? Przecież następni, których wybierzemy my – społeczeństwo demokratyczne – nie będą przecież lepsi. A jeśli nawet znajdą się tacy, to też nie na długo. Albo będą musieli odejść, albo się dostosować, taka jest prawda.

Temat jest ważny i trudny. Sprawa ma w ogóle dwa aspekty, bo jedna rzecz to sama sprawa podsłuchu – kto, dla kogo, jak? (O etyce w tym przypadku chyba nie ma sensu przypominać). Ale z drugiej, może i dobrze się stało (i to nie tylko moje zdanie), że te nagrania ktoś zrobił, bo się czegoś dowiedzieliśmy o tym, co naprawdę myślą ludzie, na co dzień wygłaszający okrągłe, poprawne polityczne i nadające się do cytowania słówka. I wciąż nie to jest najgorsze. W końcu żadne wielkie zaskoczenie: afera w polityce, też mi nowina. Nawet nie podpisałabym się w żadnym referendum za wcześniejszymi wyborami, myślę też, że chyba po raz pierwszy od dawna świadomie je zbojkotuję – nie idąc albo oddając nieważny głos. Bo nie ma sensu.
Niestety, według mnie najgorsze jest to, że ta sprawa przyschnie jak wiele innych. I nie wyciągniemy – my, obywatele, i oni, rządzący – konstruktywnych wniosków na przyszłość. Niewiarę tę opieram niestety na znajomości historii. Tak, większość z nas uważa, że ją zna, i pławi się w poczuciu krzywd, jakich Polska i Polacy doznali, a zarazem bohaterstwa, jakie wielokrotnie i na różnych frontach musieliśmy okazywać. Tyle że nie chodzi mi o tylko historię minionego wieku, a dużo wcześniejszą – mianowicie, historię Polski szlacheckiej. Ktoś powie: a co to ma do rzeczy? Czasy się zmieniły, jest inaczej. Otóż nie. Czasy może i są inne, ale ludzie – wciąż mają tę samą mentalność. Ludzie, a konkretnie my, Polacy. Jest w nas wiele cech, które niestety nie służą ogólnemu dobru. Gorzej – przyczyniają się do kolejnych klęsk. Cytat z Kochanowskiego: „Nową przypowieść Polak sobie kupi / Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi”(księgi wtóre, pieśń V), wciąż jest aktualny. A przecież poeta pisał to w szesnastym wieku! Nie umiemy wyciągać wniosków z porażek, niestety. Przy tym nie lubimy słuchać cudzych rad, za to łatwo nas ogłupić pochlebstwem i pustymi zaszczytami. Tak było i jest. Zamiast wzmocnić władzę centralną, uczynić ją silną i sprawną, koncentrujemy się na zdobywaniu przywilejów i niestety – źle rozumianej wolności.

Zwłaszcza ten ostatni problem jest ważny i widoczny w naprawdę przeróżnych dziedzinach życia. Być może, jest to konsekwencją tego, że tak naprawdę wolni we własnym kraju jesteśmy zaledwie dwadzieścia pięć lat. Nie pamiętam komuny na tyle, by mówić o swoich doświadczeniach z reżimem, ale wierzę, że brak cenzury, otwarcie granic, coraz większa swoboda życia – to wszystko uderzyło ludziom do głowy. I stopniowo zapomnieli, że wolność to nie tylko prawa, przywileje – ale i obowiązki. Co jednak mówić o przeciętnych ludziach, skoro politycy najwyraźniej zapomnieli, że władza to nie zaszczyty, ale przede wszystkim ogromna odpowiedzialność wobec siebie i narodu. Brzmi górnolotnie i patetycznie, wiem. Ale czy to coś złego? Wolałabym słyszeć więcej takich fraz, a nie frazesów, którymi jesteśmy na co dzień częstowani. I zdecydowanie chętniej przeczytałabym nawet opinię ministra Sikorskiego na temat naszego sojuszu ze Stanami (swoją drogą, sądzę, że tu akurat wiele osób myśli podobnie…), gdyby zawierała klasyczną polszczyznę, taką, jaką kiedyś zwaną ogólną. Szkoda, że to już nie te czasy…
Jeśli tak dalej pójdzie, to nie skończy się to dobrze dla nas. Nie wiem, czy wojną, czy rozbiorem, czy sami się wykończymy – podatkami i aferami. Mam za to granitową pewność, że moje słowa nic tu nie zmienią. Mogę tylko słuchać, co mówią w mediach – ale tego też mam pomału dość. Pewnie nie ja jedna. Przecież to nie pierwsza sprawa z podsłuchem, jaka zdarzyła się w naszym rządowym światku. I co wynikło z poprzednich? Co się zmieniło na lepsze? Pytam retorycznie. Z jednej strony, oczywiście dobrze, że tego typu sprawy są nagłaśniane przez media. Tak samo jak inne trudne, bolesne kwestie, związane z ludzkimi cierpieniami. Tyle że z drugiej – nic specjalnie z tego nie wynika (poza tym, że media mają temat i poczucie zrealizowanej misji). Pogadają, pogadają, tego zdymisjonują, tamtego awansują – a ja dalej cieszę się, że moja wegetacja przebiega bez zakłóceń, bo niektórych nawet na to nie stać. Chciałabym się mylić, chciałabym, żeby to był jakiś punkt zwrotny. Tyle że w to nie wierzę.

Można by podsumować modnym ostatnio cytatem, z czego tylko „… i kamieni kupa” nadaje się do przytoczenia. Ale znalazłam taką myśl Piłsudskiego (który, jak wiadomo, też nie przebierał w słowach[1]) – a może to dowód na to, że istnieje życie pozagrobowe, a nasze modlitwy zostaną prędzej czy później wysłuchane?:)
Myślałem już nieraz, że umierając, przeklnę Polskę. Dziś wiem, że tego nie zrobię. Lecz gdy po śmierci stanę przed Bogiem, będę go prosił, aby nie przysyłał Polsce wielkich ludzi.
 Józef Piłsudski w rozmowie z Arturem Śliwińskim, 23 listopada 1931

A już tak zupełnie na koniec. Czy poruszenie wśród, związane z ta sprawą, nie jest tak duże przypadkiem dlatego, że ci, których głosy szczęśliwie nie znalazły się na odsłuchiwanych taśmach, boją się, że i na nich są jakieś nagrania? A już na pewno cieszą się, że tym razem na nich nie padło, wiedząc, że to po prostu fart, a nie, że zachowują się inaczej. I dlatego na wszelki wypadek jedni potępiają sprawę i sprawców w czambuł, i domagają się przedterminowych wyborów, a drudzy – lekceważą temat, że w sumie nic się nie stało. Nie wiem, nie znam się, Kowalska jestem. Ale na pewno większość szych politycznego świata gorączkowo się teraz zastanawia, co mówił, zwłaszcza podczas zakrapianych kolacji. I kto mógł to nagrać... Może i dobrze, że trochę nad tym pomyślą. Od czegoś trzeba zacząć. Jak się rozpędzą, może wymyślą coś mądrego. Trzeba być optymistą (co nam pozostało?) ....



[1] Np. słynne powiedzenie: Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy.