Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacje. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 maja 2015

Czy chcesz kawy, czyli mów do mnie jeszcze



Ponieważ pracuję w domu, to zazwyczaj słucham porannych programów telewizyjnych. Rzeczywiście, to ten komfort pracy w domu – bardzo rzadko się zdarza, bym musiała zacząć pracę o określonej, narzuconej zewnętrznie godzinie. Zazwyczaj sama reguluję sobie grafik pracy (oczywiście koty też muszą zaakceptować). Rano więc wstaję najczęściej niespiesznie – śniadanie, kawa lub herbata, karmienie kotów, jakieś inne poranne zajęcia. To wszystko, żeby było weselej, przy grającym w tle telewizorze, który pełni też funkcję „pilnowacza czasu”. Żeby śniadanko się nie przeciągnęło do obiadu, ale by nerwowo nie patrzeć co chwilę na zegarek. ;)
Od dłuższego czasu ulubionym budzikiem jest „Pytanie na śniadanie” na TVP 2. Miszmasz ciekawostek, a jednocześnie stałe punkty – wiadomości, prognoza pogody – sprawiają, że ranek jest pogodniejszy. Poruszane przez prowadzących i ich gości tematy są z reguły ciekawe, ale lekkie i nieobciążające o tej porze dnia. Czasem zdarzy się usłyszeć coś ciekawszego – jak np. w sylwestra, gdy mówiono o problemie postanowień noworocznych. I dzisiaj też usłyszałam coś, co zainspirowało mnie do dalszych przemyśleń, nawet gdy rozmowa w studiu już się zakończyła.
Tematem tym była kwestia z relacji damsko-męskich, a dokładnie – problem międzypłciowej komunikacji. Skąd się bierze to, że przecież mówimy do siebie, a jednak się nie rozumiemy? Usłyszałam coś bardzo ciekawego. Może to nie Ameryka, ale mi pozwoliło zrozumieć problem kolejny raz – więc jest szansa, że się utrwali. ;)
Komunikacja werbalna jest na pozór łatwą sprawą. Mówimy tym samym językiem, używamy tych samych słów, odnoszących się przecież do tych samych znaczeń, utrwalonych kulturowo i społecznie. A jednak wciąż są problemy. Dlaczego? Ano dlatego, że przekazując komunikat – tekst – jednocześnie posługujemy się metatekstem. Brzmi mądrze, nawet dla mnie (a przecież-em filolog – lub filolożka, jeśli ktoś woli), ale chodzi po prostu o to, że mówiąc jakieś słowo, mamy na myśli dodatkowe znaczenie, którego wprost, werbalnie, tym wypowiedzianym słowem, już nie przekazujemy. Posłużę się przykładem z programu. On i ona jadą samochodem. Ona się pyta, czy on ma ochotę napić się kawy. On mówi, że nie, i jedzie dalej. Po kilkudziesięciu kilometrach (a jeśli wyjątkowy bystrzacha, to nawet już po kilkunastu) on orientuje się, że ona się obraziła. Dlaczego? Okazuje się, że ona miała ochotę na tę kawę. On, zdezorientowany, pyta, czemu nie powiedziała. No przecież pytałam, czy masz ochotę napić się kawy, złości się ona. W jej odczuciu zadane pytanie powinno uruchomić w nim empatię, domysł, że skoro pyta jego, to może on powinien spytać ją. Klasyczne „domyśl się”. ;)
Śmieszne, jak się tak czyta czy słucha o tym. Ale ileż sytuacji w naszym życiu, ileż problemów wynika z tego, że tylko my wiemy, co mamy na myśli, wypowiadając słowo czy ciąg słów. Na gruncie zawodowym człowiek szybko się uczy doprecyzowań i np. słysząc propozycję: „Czy zrobi pani korektę?”, nie uważa, że oczywistym jest, iż propozycja jest płatna. Lub słysząc kwotę, staramy się dowiedzieć, czy to wartość brutto, czy netto. Niedoprecyzowanie, niedopowiedzenie może tu bardzo wiele zmienić. Zdarzyło mi się, ale ponieważ chodzi o pieniądze, chyba już tych błędów nie popełniam. ;)

W prywatnych relacjach, i to już nie tylko damsko-męskich, ale w ogóle międzyludzkich, uczymy się wzajemnie siebie i tego, co mamy na myśli, coś mówiąc. To wcale nie jest takie oczywiste, wymaga też dużo chęci i umiejętności słuchania oraz obserwacji, co naprawdę idzie za wypowiadanym tekstem. Oczywiście, można przyjąć ogólne założenia. Pełno jest informacji, że jak facet mówi „tak”, to ma na myśli „tak”, a kobieta – nie wiadomo. ;) Ale prawda jest taka, że wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy potrafimy skomplikować najprostszy przekaz, bo zapominamy, że tylko my wiemy, co siedzi nam w głowie. 


sobota, 29 listopada 2014

Wujaszek i inni

Zosia miała sąsiada. Taki starszy pan, już na emeryturze, spotykała go zazwyczaj, gdy gdzieś wychodziła, a on spacerował z pieskiem. O zwierzątkach zawsze miło porozmawiać, a i z sąsiadami warto utrzymywać dobre relacje, więc rozmowy były coraz częstsze. Starszy pan komplementował często jej wygląd, dopytywał o narzeczonych, a Zosia, chcąc być uprzejma, uśmiechała się na te słowa i czasem zrewanżowała jakimś zalotnym docinkiem. O tych rozmowach natychmiast potem zapominała. Tymczasem starszy pan stopniowo się ośmielał i zaczął zachowywać jak specyficzny typ „wujaszka”, który pewnie jest obecny w większości rodzin. Czyli taki, który myśli, że młode dziewczyny i kobiety tylko marzą, by je znienacka podszczypał i uściskał albo cmoknął. Jest przy tym pewny swojej bezkarności, „bo przecież nic złego nie robi”. Jasne, tyle że ofiary takiego wujka odbierają to zupełnie inaczej. Jeśli zaczynają mówić o tych zachowaniach albo jakoś się bronić, „wujaszek” natychmiast się wycofuje i zarzeka, że nie miał nic złego na myśli. Ale kiedy wszyscy, zadowoleni, że kwestia jest wyjaśniona i rozstrzygnięta, i nie trzeba podejmować konkretnych działań, rozchodzą się do swoich spraw albo swoje miejsca za stołem, „wujaszek” na odchodnym mruga do biednego dziewczątka.
Wujaszkowaty sąsiad oczywiście naprawdę nie miał złych zamiarów i Zosia  też miała pewność, że jej nie skrzywdzi. Ale zdała sobie sprawę, że w ostatnich miesiącach przed wyjściem z domu wygląda przez okno… a na widok sąsiada jedną z pierwszych myśli jest: „Znów mnie będzie przytulał i buziaczkował, wrr”. No było w tym trochę i jej winy, że pozwoliła kiedyś na zmniejszenie dystansu – werbalnie. Nie mogła jednak przypomnieć sobie chwili, kiedy pozwoliła na coś więcej. Bo nie pozwoliła. Wiedziała, że otwarte postawienie sprawy nic nie da, musi po prostu być czujna i zwyczajnie nawet stać dalej w jego obecności.
O tym swoim problemie opowiadała Kasi, chyba jedynej prawdziwej przyjaciółce, jaką miała. Obie nieźle się uchachały z tych perypetii, bo Zosia nie żaliła się „na łzawo” – obie więc potraktowały to jako niezłą anegdotkę. Chociaż Kasia trochę kręciła głową z niedowierzaniem. Jej takie sytuacje nie miały szansy się przydarzyć.
Ale… mimo „wujaszka”, mimo że to Zosia była osobą, która miała zaprzyjaźnione panie w sklepikach, a listy polecone od listonosza odbierała nieraz i pół godziny – bo pan Józef akurat musiał się wygadać albo był ciekawy, jaką książkę zamawiała i czy się tym interesuje prywatnie, czy zawodowo – a Kasia była raczej zamknięta i sprawiała wrażenie nieprzystępnej i zamkniętej w swoim świecie, to też miała o czym opowiadać. Zosia była w szoku, słuchając o ostatnich zakupach Kasi. Kiedy ta już płaciła za swoje zakupy i myślała, że zaraz będzie w domu, obsługujący kasę pan nagle się zadumał, zamyślił i… nagle zaczął się zwierzać. Opowiedział Kasi o swoich rozterkach małżeńskich i problemach z najstarszym synem. Całkowicie na bok odłożył towar, a osobie, która stanęła w kolejce, powiedział, że kasa zamknięta. Kasia stała jak zaczarowana i słuchała bez słów, bo całkiem oniemiała. Otrząsnęła się dopiero wtedy, kiedy pan skończył swoją opowieść, dokończył kasowanie towaru i zdjął tabliczkę z napisem „ostatni klient”. Wtedy poszła szybko, bojąc się nawet oglądać za siebie.
Tym razem Zosia pękała ze śmiechu. Obie jednak zgodziły się, że czasem nie panujemy nad sytuacją i spotykanymi ludźmi. I po prostu trzeba to przyjąć z godnością i uśmiechem. J

sobota, 1 listopada 2014

Pamięć

Kolega miał parę dni temu urodziny. Oczywiście pospieszyłam (forma pośpieszyłam też jest poprawna) z życzeniami. Zadzwoniłam i chwilę pogadaliśmy, między innymi właśnie o tym, co sądzimy o obchodzeniu różnych świąt własnych. Ja osobiście bardzo lubię celebrować wszelkiego rodzaju okazje, swoje i nie swoje (nawet jeśli czasami niektórzy uważają je za naciągane. No to co?). Nie sprawia mi szczególnej trudności pamiętanie o datach – w końcu od czego kalendarze i przypomnienia? ;)
Ten sam kolega (od urodzin) kiedyś pisał, że nie lubi wymuszonego okazywania uczuć – tylko dlatego, że okoliczności tego wymagają. Oczywiście, że ma rację, twierdząc, że nie powinno się z tym czekać do konkretnego dnia i traktować tego zadaniowo. Ale z drugiej strony, jak bez powodu dostajemy od drugiej połówki prezent, to zamiast się cieszyć, patrzymy podejrzliwie i zastanawiamy się, co takiego próbuje nam zrekompensować. Nie jest tak? J A wśród znajomych? Jeśli bez powodu, znienacka, powiem koleżance, że dzisiaj spełniam jej życzenia, płacę za rachunek lub wręczam spontaniczny prezent, ot tak, to zamiast radości robię jej kłopot. Bo pewnie czegoś chcę, bo może oczekuję rewanżu, bo widać próbuję zacieśnić relację, bo nie wiadomo co… A im relacja dalsza, tym dla wszystkich kłopotliwsza.
Toteż uważam, że należy korzystać z okazji, jak tylko się da. Prawdę mówiąc, urodziny uważam za święto bardzo osobiste i nie zawsze oczekuję życzeń ani sama nie mam pewności, czy komuś je składać. Jeszcze dawniej, w prehistorycznych czasach, gdy nie było serwisów społecznościowych, ba – internetu nie było (mam na myśli powszechny dostęp) – takie daty faktycznie znali (albo i nie, ale mówię o założeniu) najbliżsi. Teraz wystarczy sobie ustawić odpowiednią opcję, a będzie o tym wiedzieć każdy.

Ale nieważne, jaka okazja, ważne, że jest. Wtedy jest dobry moment, by zadzwonić z miłym słowem, kupić miły drobiazg…  A już tak naprawdę w tym wszystkim najważniejsze jest to, by o tym kimś nie tylko pamiętać, ale mu to okazać. I właśnie dlatego o tym dzisiaj piszę. Bo dzisiaj i jutro wspominamy i odwiedzamy na cmentarzach tych, którzy odeszli od nas na zawsze. Możemy im zapalić znicze, położyć kwiaty na grobie, pomodlić się za nich, westchnąć… ale już nie pójdziemy z nimi na zakupy, piwo czy do kina. Nie przeprosimy za zaniedbania, nie przytulimy, nie wywołamy uśmiechu na twarzy i łez szczęścia w oczach. To są truizmy, ale warto je sobie czasem przypomnieć. I coś zmienić. Również po to są święta: by przystanąć na moment i zastanowić się nad tym, co akurat dla nas ważne. A może nie tylko dla nas?




...A jeśli ktoś nie zapalił dzisiaj światełka na cmentarzu, może symbolicznie uczynić to TUTAJ