Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawda. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 lutego 2014

Przepraszam. Głupio mi.

Słowa kluczowe to wyrazy charakterystyczne dla danej osoby, używane przez nią najczęściej (definicja przystosowana dla potrzeb niniejszego tekstu, niemniej chyba zrozumiała?). Każdy na pewno zauważa u siebie, a na pewno u kogoś, ulubione i charakterystyczne zwroty. Wydaje mi się, że takie zwyczaje dużo mówią o charakterze jednostki i jej problemach. Bo u siebie zauważyłam, co następuje:

1) Nadmierne uogólnienia.
Coraz częściej dostrzegam, że nadużywam słów „zawsze” i „nigdy” oraz „na pewno” – to ostatnie, gdy chcę podkreślić jakąś swoją nieumiejętność. „Zawsze będę sama”, „To się nigdy nie uda”, „Na pewno (ktoś) nie zadzwoni”. Wiąże się to też z tendencją do popadania w skrajności. Albo jestem „załamana”, albo „fruwam ze szczęścia”. Bardzo trudno mi to wyważyć i poddać kontroli rozumu.
Ta skrajność w odczuwaniu emocji przyczynia się też do braku cierpliwości w czekaniu na coś. Bo czekanie wymaga spokoju, a spokój – to równowaga. Równowaga zaś nie jest możliwa, gdy uczucia szczęścia i nieszczęścia osiągają ekstremum.

2)  „Przepraszam. Głupio mi”.
Wręcz nadużywam tego określenia i jego pochodnych, mających na celu wyrażenie skruchy. Nie ma w tym nic złego, tylko że parę osób niekiedy zakłopotałam, a parę – zdziwiłam, bo nie wiedzieli, z jakiej winy się tłumaczę. A ja na to, że przecież zadzwoniłam, ale nie wiedziałam, czy mi wolno... Albo powiedziałam coś w zamierzeniu śmiesznego, a historyjka okazała się niezrozumiała. I wydawało mi się, że rozmówca czuł się zakłopotany, a to moja wina.

3) „Moja wina”.
Mea maxima cupla. Może gdybym wyhaftowała to krzyżykiem na rozpiętość ściany, odechciałoby mi się wciąż samobiczować – jak to ktoś mnie kiedyś podsumował. Może...

4) „Wydaje mi się”.
Zdecydowanie nie należę do osób pewnych siebie, co objawia się właśnie m.in. nadużywaniem trybu przypuszczającego. Czasem, kiedy czuję ogromną presję, bronię się agresywną pewnością (czy już wspominałam o popadaniu w skrajności? :)).

5) „Myślę”.
Naturalnie to dobrze (bo dzięki temu jestem). Ale czasem myślę za dużo. Analizuję, wałkuję, dzielę włos – już nie na czworo, a szesnaścioro. To już nie jest dobre. Wynika to jednak najczęściej z tego, że mam za dużo wolnego, niezorganizowanego czasu, który dodatkowo spędzam sama ze sobą. Takie nadmierne rozmyślanie prowadzi do tego, że „wydaje mi się”, że wszystko,  czego „na pewno” i „nigdy” nie osiągnę, jest „moją winą”. I chociaż są osoby, które mi pomagają i wspierają mnie w życiu, to „jest mi głupio”, ale nic z tego nie będzie”. Więc „przepraszam”. :)

6) „Wiem”
Bardzo kiedyś oberwało mi się w życiu za niewiedzę. Tylko zapomniano ze mną ustalić, jaki poziom jest uznawany za dopuszczalny. Ja też wtedy nie wiedziałam, że takie rzeczy trzeba – no właśnie, wiedzieć. Szybko jednak nauczyłam się, że szczere przyznanie się do nieznajomości lektury czy biografii pisarza nie jest doceniane. Kiwałam więc głową, robiłam skupione miny i nie wtrącałam się w dyskusję starszych i bardziej uczonych. A potem leciałam szybko w zacisze domu czy biblioteki, by nadrobić niewiedzę. Z książkami to pikuś. Nagle bowiem okazało się, że powinnam umieć zmieniać koło, rozróżniać elementy pokrycia dachu… Tu magiczne słówko „wiem” nie pomagało. Cóż, nauczyłam się wreszcie województw polskich i przypisanych doń oznaczeń rejestracyjnych samochodów. Ba! z własnej inicjatywy poszłam dalej i (prawie) umiem dopasować rejestracje do warszawskich dzielnic. Potem okazało się, że ta wiedza czy niewiedza nie ma nic do rzeczy. I tak mnie nie kochał. ;) Ale to „wiem” zostało mi do tego stopnia, że kiedyś wygłupiłam się w rozmowie z listonoszem. Mijał nas bowiem sąsiad, kiedy odbierałam swoją przesyłkę, a sąsiad był młodym chłopakiem. I listonosz mówi do mnie: On lubi długo spać, wie pani? A ja, na zwrot „wie pani” zareagowałam jak koń na trąbkę bojową, i mówię: Wiem. A listonosz otworzył szeroko oczy i mówi: Taak? A skąd…? :P
Zrozumiałam niedawno, że to wszystko bierze się stąd, że po prostu uważam przyznanie się do niewiedzy za wstyd i hańbę. Naturalnie, zdaję sobie sprawę, że nie tylko ja mam ten problem. Ciekawe jest jednak, że ktoś taki „problem” może próbować rozwiązać, po prostu nieustannie się doszkalając. Ja wybrałam wersję dla leniwych – mówię „wiem”, a pytania szczegółowe są dla mnie ujmą. ;) Tylko że nieraz może to się obrócić przeciwko mnie – jak w sytuacji wyżej („i co teraz pan listonosz o mnie będzie myślał?”), albo gorzej – jak też się zdarzyło. Byłam w poradni zawodowej, gdzie miano pomóc mi przekwalifikować się, gdybym miała problem z zatrudnieniem w swoim zawodzie. Ale skoro większość wskazówek kwitowałam: „Tak, ja wiem”, to o mało nie straciłam szansy na uzyskanie tej pomocy. Bo skoro tak wszystko wiem, to nie trzeba mi pomagać. A ja miałam na myśli, że „wiem” w sensie „rozumiem”, ale mechanizm Pawłowa był silniejszy i zamieniał to na „wiem”.


Nie wiem, czy to wszystkie słowa, które mnie dominują. Ale staram się wzbogacać słownik o wyrazy lepiej mnie przedstawiające. Może powinnam pójść na kurs fachowego zarządzania marką? Albo na jakiś inny, by nauczyć się lepszej prezentacji samej siebie? Nie wiem… ;)

środa, 19 lutego 2014

Czym jest prawda?

Spokojnie, to nie będzie traktat filozoficzny. ;) Naszły mnie jednak refleksje i koniecznie muszę się nimi podzielić. :)
Zaczęło się od tego, że wpadła dzisiaj do mnie dawno niewidziana koleżanka. Niewidziana przeze mnie, ale i przez Kocia. Ja zajęłam się nią standardowo - bo co mogę zrobić, jak koleżanka przyjdzie? Dostała herbaty, jedzenia taktownie się nie domagała, usiadła w fotelu - klasyczny serwis obsługujący gości. A co zrobił Kocio? Wskoczył jej na kolana i dał buziaka. Tak, mój niemiziankowiec i niekolankowiec wszedł obcej osobie na kolana.
Nie powiem, ukłuło mnie troszkę. ;) Jeśli ktoś się w tej chwili uśmiecha pod nosem / wąsem, to przypominam: jestem samotna i czuję się niekochana. Więc chociaż dla Kocia chciałabym być tą wybraną. A tu nagle takie coś! No tak się nie robi! Kiedy koleżanka poszła, jeszcze szukał jej czas jakiś po kątach. Tego to mi było za wiele. Weszłam więc do wanny, by w czasie mycia głowy snuć niewesołe rozważania o kociej niewierności. W końcu jednak zrozumiałam, że mam dwa wyjścia: albo zostanę z czarnymi jak smoła myślami, co i tak nic nie zmieni, albo spróbuję nad tym popracować. I wspominając własny dzisiejszy wpis, zrozumiałam, że kot po prostu zrobił koleżance to samo, co mi. Oszukał ją! Do mnie przecież też się miział, jak chciał się przypodobać. A potem - wiadomo. :)
Ucieszyła mnie ta myśl i odkrywczo podzieliłam się nią z tą koleżanką (a co, niech sobie nie myśli, że jest taka ważna dla mojego kota!). :) Tymczasem ona znów zbiła mnie z pantałyku. Dzwonię bowiem do niej i mówię, co wymyśliłam, a ona na to spokojnie, jakie oszukał, chciał zrobić dobre wrażenie, normalnie, ludzie też się tak zachowują na początku znajomości. Szczerze, poczułam się lekko ogłuszona. Głównie celnością i słusznością jej wypowiedzi. Bo:
Po pierwsze, znowu nieświadomie zrobiłam wielki problem z kwestyjki. Innymi słowy, z igły widły. Kot wszedł innej osobie na kolana, a ja robię z tego powodu problem. Jest mi źle, zastanawiam się nad sensem swojego życia, skoro nawet kot mnie nie kocha, rozważaniami, co jest we mnie nie tak, skoro nawet kot mnie nie kocha - kot, którego karmię, u którego mieszkam? ;) Po prostu usiąść i bić mi brawo.
Po drugie. Dopiero teraz zwróciłam uwagę, że ja używałam słowa "oszukać", nadając jednak kociemu zachowaniu intencje. A przecież - jeśli już - to ludzie oszukują. Kot dbał o swój dobrobyt (chciałam napisac "interes", ale przypomniał mi się komentarz Kini... Ok, jemu interes został, ale po co o tym pisać. Koniec dygresji). Było to znalezienie stałego domu, ale też po prostu zdobycie uwagi. Nie chciał mi przecież zrobić na złość. Ja to rozumiem (naprawdę:)) i najpierw mówiłam o tym jego "oszustwie" właśnie w cudzysłowie. W mowie przejawiał się ten cudzysłów uśmieszkiem. Tyle że tak mówiłam, mówiłam i wreszcie - mimo akcentowania - gdzieś ten cudzysłów zgubiłam. Więc wycofuję to określenie ze słownika określeń dotyczących Kocia. Który teraz słodko, słodziasto śpi. O tak:

Znajdź przód

A czy ludzie, którzy starają się robić lepsze niż w rzeczywistości wrażenie, oszukują? Oszustwo wiąże się z intencją, więc wszystko zależy, co się ukrywa i - po co. Nie oszukuje się więc, jeśli, tak jak Kocio, robi się to lepsze wrażenie po nic. ;)