Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trudny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trudny. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 lutego 2014

W czepku urodzona

A tak naprawdę - wręcz przeciwnie. Wczoraj widziałam się z rodzicami, tata był tak kochany, że przyjechał ponaprawiać mi różne rzeczy, a ja siedziałam z mamą i gadałyśmy na różne tematy. (Tata nie został sam, kot mu asystował. Po nic, oczywiście). I tak jakoś zeszło na to, jak było kiedyś, a jak jest teraz. Konkretnie dotyczyło to sprzętu medycznego, a dokładnie - aparatu usg. Znajoma mamy właśnie miała robione - na okoliczność ciąży - i mama wspominała, że za czasów, gdy ona spodziewała się dzieci, nikt o czymś takim nawet nie myślał. A przy moim wychodzeniu na świat były - jak się dowiedziałam - trudności. Mianowicie "na dzień dobry" wypięłam się pupą do świata, zamiast urodzić się klasycznie, główką do przodu, ułatwiając przyjście na świat i sobie, i mamie. Nie, od samego początku musiałam skomplikować sprawę. O tym wiedziałam już kiedyś tam, ale wczoraj właśnie dowiedziałam się, że w tym i tak trudnym ułożeniu się utrudniłam sprawę jeszcze bardziej - rodziłam się pośladkowo, ale pierwsza na świat pchała się noga...

Współczuję mojej mamie, bo dzisiaj na pewno wszystko byłoby widoczne na usg, lekarze byliby przygotowani, zrobiliby cesarkę i wszystko poszłoby raz dwa. Ale nie lata temu. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, mama wytrzymała, ja też się jakoś wydostałam. Tylko tak sobie myślę, czy to moje komplikowanie najprostszych spraw, do czego mam bezsprzecznie talent i skłonność, nie ma swej praprzyczyny u źródła? A może to była właśnie informacja na wstępie, że będą ze mną nieustanne kłopoty? Że - krótko mówiąc - będę trudna? :)

czwartek, 6 lutego 2014

Aller Anfang ist schwer

Nie wiem, czy umiem ciekawie pisać. Natomiast moja potrzeba opowiadania jest tak wielka, że ciekawie czy nieciekawie - muszę zacząć pisać, bo inaczej zamęczę siebie i wszystkich dookoła swoim gadulstwem.


Zacznę od wyjaśnień. Jestem Sajrinka - nazwa wymyślona, gdy szukałam sobie pierwszego nicka. Ukochałam sobie kiedyś tam baśń Andersena "Mała Syrenka", ale nick syrenka był zbyt mało finezyjny, a poza tym chciałam coś z angielska. Uznałam, że być może po angielsku "syrenka" to właśnie "sajrinka" (i już wiadomo, jakie są moje relacje z angielskim...). "Sajrinka" może się też kojarzyć z sarenką, ale to już ciut ryzykowne, bo może sugerować (niestety słusznie), że mam sarnie nogi - długie, zgrabne i pokryte włosem... ;)



Człowiekowo - no cóż, w moim domu mój świat dzieli się na ludzki i koci. Ponieważ to ma być mój blog, więc człowiekowo...



Aller Anfang ist schwer, czyli każdy początek jest trudny. Jak wszystko w moim życiu. ;) Ostatnio szczególnie dowiedziałam się o sobie wielu rzeczy z tym związanych. Że mam trudny charakter - żadne odkrycie, jak każdy człowiek, a zwłaszcza kobieta. Że mam trudne zęby - dowiedziałam się jakoś w ubiegłym październiku, gdy byłam u ortodonty na kontroli dwa miesiące po założeniu aparatu. Dowiedziałam się wtedy, że zęby się nie przesuwają, i w związku z tym zostałam wysłana do fizjoterapeuty, który miał mnie i moje zęby rozluźnić. Cztery sesje, w tym dwie - głaskania, jedna - trzymania mi palca w buzi (każda sesja po 100 zł), pomogły zdecydowanie - nawet teraz, jak sobie przypomnę pana fizjo, natychmiast się na wszelki wypadek rozluźniam. 

Potem koleżanka zaproponowała mi założenie tipsów. Wykorzystała mnie zwyczajnie jako modelkę, bo postanowiła zdobyć nowe umiejętności, i szukała rąk, na których mogłaby się uczyć. Zgodziłam się radośnie - nigdy nie miałam tipsów, a następnego dnia miałam mieć randkę (pierwszą od... dłuższego czasu), Kini ufam (też w sumie nie wiem, czemu, ale ufam :D), więc poszłam z nią do zakładu kosmetycznego, gdzie pobierała nauki. Pan instruktor spojrzał na moje ręce i stwierdził, że mam trudne paznokcie... Wiedziałam, że mam małą płytkę paznokciową, ale że paznokcie rosną mi do góry - nie. No i nie wiedziałam, jakie są tego faktu konsekwencje... :)
Dlatego więc nie zdziwiłam się, gdy po południu, idąc do kosmetyczki, by wyregulować sobie brwi, dowiedziałam się, że mają one trudny kształt.


W sumie randka była w tym wszystkim najłatwiejsza. :) Tyle że bez ciągu dalszego. Co nie ma znaczenia w tym momencie - ani dla tego wpisu, ani dla moich najbliższych dni.



Podsumowaniem i kwintesencją tego wpisu niech będzie informacja, że mój kot ma trudny charakter...