poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Niedzielny sprzedawca

Podobno nauczyciele mają podpisywać deklarację wiary (więcej pod TYM ADRESEM). Na początku, gdy usłyszałam o tym po raz pierwszy, pomyślałam, że to jakiś żart. Bo przecież wiele ich się pojawiło po słynnej przecież aferze związanej z decyzją prof. Chazana. Jednak, jako że wszystko jest możliwe (kto się spodziewał przy ostatnich wyborach do naszego parlamentu takiego poparcia dla Janusza Palikota albo niedawno – przy okazji eurowyborów – dla Janusza Korwin-Mikkego?), to chyba troszkę to pośledzę. Akurat deklaracja nauczycielska mnie specjalnie nie dotyczy – nie uczę już w szkole, a dzieci też nie mam, by je tam posyłać. Mimo to zastanawiam się, jak daleko pójdziemy w tym absurdzie.
To nie jest tak, że chciałabym, aby ludzie wyrzekali się swoich zasad. Ale żyjemy w państwie świeckim, nie obowiązuje żadna konkretna religia. Każdy ma prawo do wyznania, jakie uważa za słuszne. Jak więc teraz – w miejscu publicznym – pogodzić zasady katolika, świadka Jehowy czy też żyda? Już przy debatach nad klauzulą sumienia lekarzy zwróciło moją uwagę, że praktycznie sprawa dotyczy podejmowania przez lekarzy decyzji w związku z antykoncepcją i aborcją. Przynajmniej te dwie kwestie zostały medialnie nagłośnione. Oczywiste, gdyż są to sprawy, w których Kościół katolicki głosi zasady, często stojące w sprzeczności z zachowaniami powszechnymi w dzisiejszym świecie. Rozumiem i szanuję ludzi, którzy chcą żyć w zgodzie z tymi naukami. Tylko… jeśli słyszę w telewizji wywiad z panią doktor (nie był to przebrany profesor Chazan), która twierdzi, że prawo boskie jest ponad przepisami prawa, to zaczynam się bać. Niezależnie od swoich prywatnych poglądów. Bo co, jeśli ja lub ktoś z moich bliskich podczas operacji będzie potrzebować transfuzji, a operujący lekarz powie, że nie zgadza się na to jako świadek Jehowy? Jakim prawem ktoś ma decydować o moim życiu?
No dobrze, powie obrońca tych deklaracji wiary, ale to są zasady, których ten człowiek pragnie przestrzegać. Proszę uprzejmie. Tylko niech zmieni zawód. A jeśli nie, to czemu w takim razie deklaracji wiary nie zaczną podpisywać sprzedawcy w sklepie, którzy muszą pracować również w niedzielę? Przecież to również łamanie zasad Kościoła. Czy ktoś wyobraża sobie taką rozmowę z pracodawcą? Jego reakcja wydaje mi się aż nazbyt oczywista.
Nauczyciele, którzy chcą uczyć zgodnie ze swoim światopoglądem, mają jeszcze łatwiej. Otóż zawsze mogą iść uczyć do szkół wyznaniowych, a już najlepiej – jako katecheci/katechetki. Tylko cichutko przypomnę, że jeśli pozostaną przedmiotowcami, to nawet w przyzakonnej szkole obowiązuje podstawa programowa (jeśli się mylę, proszę mnie poprawić).

Tak w ogóle, to sądzę, że wszystko, co powyżej napisałam, dla zwykłych ludzi jest oczywiste. Problemy z „klauzulą sumienia” (spotkałam się kiedyś z zapisem: „klauzura sumienia” :P) tworzą chyba ci, którzy mają na to czas. I nie wiedzą, co z tym zrobić, bo nie muszą łamać sobie głowy, z czego zapłacą rachunki za miesiąc. Naprawdę, nie wracajmy znowu do dyskusji, czy na Wiejskiej powinien wisieć krzyż. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz