wtorek, 18 listopada 2014

Pierwsze wrażenie

Jakiś czas temu koleżanka zachęciła mnie do przeczytania książki Hugha Laurie (czyli Doktora Hause’a J ) Sprzedawca broni. Akurat zdążyłam napisać o swoim zachwycie nad książką Śnieżka musi umrzeć, Beata od kotów też mnie zainspirowała nowymi tytułami, Sprzedawcę broni potraktowałam więc jako jeszcze jedną perełkę, sypiącą się na mnie, odkąd wróciłam do rytuału czytania książek.
A zarzuciłam go, bo nie wiedziałam, co czytać. Miałam swoich stałych, ulubionych autorów, ale albo już wyczytałam całą ich twórczość, albo pisali wolniej, niż ja czytałam. Owszem, biblioteki i księgarnie pełne są lektury, tylko która ciekawa? Nieraz decydowałam się na coś, ale potem w domu leżało to nieotwierane długo. I albo wreszcie trzeba było oddać, albo… leży nadal. Jakoś bałam się zacząć czytać coś nowego. Gdybym się nad tym zastanowiła, uznałabym to za śmiechu warte, ale nie myślałam. J Ponieważ jednak coraz więcej czytałam zawodowo, doszłam do wniosku, że czas wolny mogę spędzać np. przed telewizorem/dvd. Tylko się nie sprawdziło, bo książka dawała mi dużo więcej.
I niedawno, chyba właśnie od Śnieżki, znów zaczęłam jeździć do biblioteki, pożyczać książki od znajomych, kupować nowości (ostatnio nabytą jest Wnuczka do orzechów Musierowicz – sentyment do książek Autorki mam jeszcze z krecikowych czasów). Losowo pożyczone od Beaty kryminały pochłonęłam na raz – chociaż z tego wyboru został mi tylko Mankell. Samodzielnie wypożyczyłam sobie inny skandynawski kryminał – Mężczyzna w oknie (autor: Kjell Ola Dahl). I… jakoś mi nie szło. Całe szczęście, tylko pierwsza część. Od drugiej, kiedy tytułowy mężczyzna został już zamordowany, poszło lepiej. Pomyślałam więc, że warto było przemęczyć te parę początkowych rozdziałów.
Bo w zasadzie początek – tak jak pierwsze wrażenie – nie zawsze musi zachęcać. Owszem, gdy jest dobry, daje większą szansę na kontynuację. Czasem jednak zniechęcamy się zbyt szybko. Może słaby pierwszy rozdział to nie znak, że cała książka jest niskiej jakości, tylko po prostu autor nie ma jeszcze dostatecznych umiejętności? A jeśli ktoś nie zrobił na nas dobrego wrażenia na pierwszym spotkaniu (ale też nie zrobił nic, co jednoznacznie można by uznać za złe wrażenie), to warto dać sobie i temu komuś szansę? Bo może on po prostu nie umie odpowiednio się wypromować?

Z tą myślą i nadzieją czytałam Sprzedawcę broni. Dawałam książce szansę do ostatniej strony, ale kiedy po trzech tygodniach ją skończyłam i sięgnęłam po Mankella, na którego wystarczyło mi trzy dni, zrozumiałam, że nie wszystkie teorie zawsze się sprawdzają. I po prostu czasem coś jest lepsze. ;) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz