niedziela, 3 sierpnia 2014

Początki pewnej znajomości, czyli Kocio i Fruzia

Dokładnie rok temu za Tęczowy Most pobiegła Agrafka. Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że po tym czasie będę miała dwa koty, nie uwierzyłabym. A jednak tak się stało. ;)

O przybyciu Fruzi już pisałam TUTAJ. Teraz czas na sprawozdanie z pierwszego tygodnia. J
Przede wszystkim: gdy tylko potwierdziło się, że to dziewczynka, mała dostała imię Fruzia. Oficjalne, bo chwilowo bardziej zasługuje na miano „Srajtka” bądź „Siksa”. :P Ale to przecież minie... Kitka przecież jest jeszcze mała, i choć ogólnie ideę kuwety złapała, to czasem działa jak dziecko: po prostu zapomina. Albo nie zdąży... Radzi jednak sobie coraz lepiej i pod tym względem na pewno wyrośnie „na koty”.
Fantastyczna jest jej relacja z Kociem. A tego obawiałam się najbardziej... Pierwsze spotkanie za dużo mi nie powiedziało, tyle że się zobaczyli. Następnej doby jednak, mimo wyraźnych przeciwskazań behawiorystów, którzy zalecają początkową izolację nowego lokatora i powolne zapoznawanie przez wymianę zapachów, postawiłam ich naprzeciwko siebie. Kocio po prostu wychodził z siebie, tak był ciekaw małego gościa. A ten po dobie już wylazł zza foteli i sprawiał wrażenie znacznie mniej oszołomionego niż w chwili przybycia. Dałam im więc pół godziny w mojej asyście. Wzięłam patyczek z piórkami, jeden z ukochanych Kocia, ale bawiła się tylko Fruzia. Kocio siedział nieopodal i... paczył. W pewnym momencie jednak nie wytrzymał i skoczył na małą. Po krótkiej kotłowaninie udało mi się złapać Kocia i wynieść z pokoju. Choć sama się trochę bałam go dotknąć, bo kitę miał co najmniej dwa razy większą. Jednak pod dotykiem mojej ręki spotulniał i wyszedł. Jeszcze tego samego wieczoru przylazł do łóżka się pomiziać... ;)
Kolejne dni upływały na zacieśnianiu kontaktów. Brałam już Fruzię do wspólnego pokoju, gdzie stały i kocie miski (Fruźka natychmiast dorwała się do tej NIE DLA NIEJ – podobnie jak Kocio), i leżały zabawki, no i ja mogłam coś robić, jednocześnie obserwując koteły. A te szybko się dogadały. Już w czwartek mogłam zobaczyć takie widoki:

Zaraz będziemy spać.


Fruzia, tylko nie spadnij! – Oj dobrze, przecież uważam.



(Nie wymaga komentarza J).

Ja tam się najadłam.

A chwilę potem ułożyły się do snu:


Kocio: jestem wyczerpany. Fruzia: ale jak się obudzisz, to już wiem, gdzie będę się chować...
Kolejne dni mijają na zacieśnianiu więzi. Widać, że w tej parze ona będzie grała pierwsze skrzypce. Na razie jest malutka, ale i tak widać, że próbuje rządzić. A Kocio zasypuje za nią zawartość kuwety i pozwala pierwszej dobiec do piórka. Z kolei, kiedy on się rzuca na drzemkę, a jej akurat się nie chce spać, to podchodzi do niego i gryzie go w ogon. Co jest swoistym zaproszeniem do gonitwy i zapasów. ;) Natomiast on jej snu nie przerywa. J
Wczoraj natomiast była pierwsza noc, kiedy nie zamknęłam Fruzi w pokoju. Część nocy spała ze mną, potem obudził mnie jakiś tupot małych stópek :D, a potem... do łóżka na mizianki wtarabanił się Kocio (była piąta trzydzieści). Patrzę zaspana, że coś w jego wyglądzie się zmieniło... Czyżby na grzbiecie wyrosły mu uszy? – Tak, Fruzia już siedziała za nim. ;)

Polubiły się dzieciaki. J A niżej jeszcze trochę ich fotek. Zwraca uwagę, że Kocio uważnie obserwuje kotełka, natomiast ten nie ogląda się za siebie. J









1 komentarz:

  1. Kurza twarz, tyle napisałam... i wcięło! No nic, na razie dam sobie spokój, za gorąco ;-)

    OdpowiedzUsuń