niedziela, 12 października 2014

Imieniny Kocia

Niedawno minęła pierwsza rocznica przybycia Kocia do mojego domu i życia. Tak naprawdę to jedno z ważniejszych, i jednocześnie pozytywnych, wydarzeń ostatnich kilku lat. Uznałam więc, że datę trzeba zapamiętać i odpowiednio ją czcić. Postanowiłam zatem, że tego dnia – obok Jana, Teresy, Augustyny, Cypriana, Częstobrony, Dominika, Gerarda, Gerardy, Eustachego, Ewaldy, Ewalda, Ermegardy, Irmegardy, Kandyda, Maksymiana, Romany, Sierosława, Sulibora – imieniny będzie obchodzić również Kocio. (Biorąc pod uwagę ten w większości oryginalny zestaw imion, Kocio świetnie się komponuje. Jeśli ktoś powątpiewa w ten zestaw, niech zajrzy TU). Bo dlaczego nie? Dotychczas obchodziliśmy wspólnie Nowy Rok i jego urodziny – moim zdaniem świetnie się sprawdziło. Przewidziałam jako danie główne łososia, delikatnie uparowanego, i zdaje się, że trafiłam. ;) Zorganizowałam też wydarzenie na Facebooku, ale niektórzy zaproszeni goście nie bardzo wiedzieli, jakie są ich obowiązki. :P Imieniny zorganizowałam więc już chyba lepiej. Co znaczy doświadczenie! Poza tym, nie da się ukryć, że wydarzenie przebiegało zupełnie inaczej, bo poprzednio celebrowaliśmy we dwójkę (liczę stałych domowników), a teraz do teamu dołączyła Fruzia. Co to zmienia, ktoś spyta? Jeden filet rybny więcej, po prostu.
Imieniny Kocia wypadły w tym roku w piątek. Wydarzenie zaczęłam organizować kilka dni wcześniej. Przede wszystkim zaznaczyłam, że zapraszam do WIRTUALNEGO współświętowania. Oczywiście goście „w realu” byli również zapraszani, ale panowała dowolność. Można było przyjść, można było nie przyjść. Kocio miał do tego jednakie podejście, co starałam się relacjonować na stronie wydarzenia głównie fotami. Jako że jednak wydarzenie było dostępne jedynie dla zaproszonych gości, a poza tym, gdy minął termin, zniknęło ze strony, pomyślałam, że warto przedstawić tu, na blogu, taką fotorelację.

Najpierw od samego rana była zabawa. Oba koty szalały, ale Kocio chyba wiedział, że jest bohaterem dnia, więc dokazywał wyjątkowo i zdecydowanie wiódł prym w mordowaniu piórek. Fruzia tym razem nie miała szans się przebić, chociaż próbowała.



 Kocio uważał się chyba tego dnia za wybitnego rozkoszniaka. ;) Moim zdaniem: słusznie.


 Był prawdziwym władcą i pogromcą piórek...



I nie można było mieć żadnych wątpliwości na ten temat.

 W końcu chyba się zmęczył... Ile można się bawić PRZED zjedzeniem obiecanej rybki?


Zanim jednak obsługa podała przystawkę dnia  filet z pangi, podobnie jak późniejszy łosoś, delikatnie parowany – Kocio zrobił uprzejmość Fruzi i pozwolił i jej poczuć się myśliwym (myśliwą?).

Też chcę zamordować piórka!

Gdzie te piórka, gdzie te piórka?

Po zabawie i zjedzeniu filecika koty odczuły potrzebę regeneracji. Trzeba sił, żeby zjeść zapowiadane danie główne, czyż nie? Więc padły, ale jednak w pobliżu stołu. Nigdy nic nie wiadomo...



Tymczasem przyjechał do nas (do Kocia?) gość. Prawdziwy, realny, człowiek. I przywiózł...

Serio to dla mnie prezent?

I co ja mam z tym zrobić?
 Wreszcie jednak przyszedł kulminacyjny moment. Podano łososia. Obsługa nie fatygowała się z kładzeniem obrusów, paleniem wonności czy układaniem smacznego mięska w kształty typu torcik. Kocio nie wymagał nawet wyrafinowanego blatu. Łosoś smakuje zawsze, wszędzie i tylko żeby było go więcej...


 Fruzia też się załapała, a jakże. Zresztą, Kocio na pewno się z tego cieszył. Porcja była identyczna, choć ta malizna nie powinna móc tyle zmieścić. Ale zmieściła...





 Imieniny Kocia nie skończyły się w piątek. A co tam, rozciągnęłam je na cały weekend. W ten sposób Kocio załapał się wreszcie na prawdziwy prezent dla siebie. J Beatko, Fruzi to wszystko bardzo się podoba! :P



Wiem, że niektórzy mogą się podśmiewać z tego wydarzenia. Imieniny Kocia, wow, no naprawdę, ile ona ma lat. Szczerze przyznam, że nie bardzo mnie to obchodzi. To moja zabawa i przyjemność. I już myślę nad kolejnymi wydarzeniami, ale to pewnie już pod choinkę będzie. J

A już naprawdę na koniec:
3 X 2013
Mam na imię Kocio i właśnie tu zamieszkałem. Dzień dobry.

To idę spać.

Jestem taaki malutki i śpiący...

































TERAZ

Łóżko jest dla mięczaków i maluchów. Prawdziwy twardziel leży na dywanie.

2 komentarze:

  1. Cudowne wydarzenie :) Przyznam, że świętowałam w łózku z książką, była wesoła zabawa, za rok też będe świetować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fantastycznie, serdecznie zapraszamy. :) A książka jaka? :P

      Usuń