piątek, 3 października 2014

Ju token tu mi?

Czytałam niedawno na portalu Piekielnych historię dziewczyny, która skarżyła się na taką sytuację. Otóż Autorka poszła do przychodni i jak to czasem bywa, musiała poczekać na swoją kolej. Co było główną piekielnością tej sytuacji? Współczekająca młoda kobieta, określona przez Autorkę jako „moher w młodym ciele”, ponoć zamęczała całą poczekalnię opowieściami o swoich dolegliwościach. Na tym historia się kończy.
Jakoś tak mi się dziwnie zrobiło po przeczytaniu, ale zanim wyrobiłam sobie jakikolwiek pogląd, zajrzałam do komentarzy. Nierzadko można znaleźć tam nieco więcej wyjaśnień na temat opisywanej sytuacji. Ciekawa też byłam opinii innych, bo tak szczerze mówiąc, nie do końca rozumiałam, dlaczego zdaniem Autorki było to niewłaściwe zachowanie. I ucieszyłam się, że nie ja jedna tak myślę. Oczywiście, rozumiem, że może nie każdy ma ochotę wysłuchiwać czyichś zwierzeń. Na ile jednak znam takie poczekalniane sytuacje, jeśli są tam więcej niż dwie osoby, to naprawdę nie trzeba aktywnie uczestniczyć w rozmowie. Jeśli zostanie się bezpośrednio zaczepionym, jest wiele kulturalnych i nieskomplikowanych sposobów, by zniechęcić do kontynuowania rozmowy. Ja osobiście należę to tej drugiej grupy – chętnie rozmawiających. Siedzenie w poczekalni czy stanie w kolejce bez systemu numerkowego naprawdę potrafi się dłużyć. Ja nie potrafię wtedy na przykład czytać czegoś (choćbym miała przy sobie e-czytnik ;)), bo zwyczajnie nie umiem się na tyle wyłączyć, by śledzić treść, a jednocześnie wciąż być czujnym i kontrolować sytuację (a ta bywa niekiedy dynamiczna). Nie zmuszam ludzi do rozmów ze mną, ale chętnie podchwytuję, gdy ktoś mnie zagada, lub zarzucam ogólniki nawet o pogodzie, by wyczuć chęci drugiej strony. W poczekalni u lekarza temat (nie)zdrowia narzuca się sam. Ale nie tylko o dolegliwościach można rozmawiać przecież, równie dobrymi tematami są opinia o właśnie przyjmującym lekarzu („Była już pani u niego? I jak?”), innych, których się dotychczas widziało, sytuacji w NFZ. Czasem zaś rozmówca wskoczy w jakiś swój prywatny temat i też można się czegoś dowiedzieć. I uważam, że naprawdę nic w tym złego nie ma.
Trochę mnie też rozbawił wniosek, jaki pojawił się w historii na Piekielnych, że takie „gadane” to mają zasadniczo moherowe emerytki, a jak już się trafi młoda dziewczyna z taką cechą, to właśnie taka „moherowa maleńka”. Moim zdaniem taki pogląd jest bez sensu. Przecież to, jaki mamy temperament, usposobienie, wreszcie – gadane, nie zależy od metryki, a prędzej od genów. Najpiękniejszą i chyba najdłuższą taką „kolejkową” rozmowę odbyłam chyba właśnie z plus minus moją rówieśniczką (a zapewniam, że do moherowych urodzin jeszcze mam daleko :D). Na moim osiedlu znajduje się filia pocztowa, pod którą podlega mój adres, i która rzeczywiście jest najbliżej. Zazwyczaj tam chodzę nadawać listy polecone, oczywiście też – odbierać awiza (ale to już konieczność, nie wybór). Placówka jest niewielka, godziny pracy ma więc okrojone, a w kolejce stoi się tradycyjnie, na własnych nogach, „za panią”, a nie – trzymając w garści papierowy numerek. I kiedyś tak trafiłam, że poszłam wysłać umowę, a na poczcie stał dziki tłum. Chyba to było w okresie około końca kwietnia, jak ludzie zaczęli wreszcie się spieszyć z wysyłaniem PIT-ów. Zajęłam więc sobie kolejkę i wyszłam na dwór zadzwonić. Rozmówca się nie zgłosił, więc wróciłam stać karnie w rządku. Tymczasem na swoje miejsce wróciła pani, która jak się okazało, stała przede mną (pan, za którym sobie zamawiałam miejsce, uprzedził mnie o tym). A za mną z kolei też już jakaś grupka dobiła. Więc staję, gdzie miałam stać, a pani mi zwraca uwagę, że koniec kolejki dalej. Wyjaśniłam sprawę i na tym mogłoby się skończyć, ale coś jeszcze dodałam. Już nie pamiętam, co, właśnie jakiś frazes, który był ogólnikiem, ale otwierającym możliwość dalszej rozmowy. Potoczyła się ona między nami tak wartko, że pół godziny później, kiedy byłyśmy już naprawdę blisko okienka, pani (i pewnie większość kolejkowiczów) wiedziała już dość dokładnie, w jakim zawodzie pracuję, jak często bywam na poczcie w celu wysłania podpisanych umów i w jakich godzinach jest najlepiej przychodzić. Z kolei ja dowiedziałam się, że awizo, z którym stoi, prawdopodobnie jest wezwaniem z policji, i pani się chyba nawet domyśla, co to jest.
Rozmowa naprawdę była przesympatyczna i nikt do niczego nie zmuszał. Powiem więcej – gdyby po panią nie przyszedł jej mężczyzna, kto wie, czy nie skoczyłybyśmy jeszcze na kawę. :P

Są w ogóle takie miejsca, gdzie moim zdaniem, człowiek wręcz powinien się odezwać do drugiego. Myślę o takich przestrzeniach publicznych, jak poczekalnia w przychodni czy nawet winda, gdzie naprawdę powinno się chociaż to „dzień dobry” i „do widzenia” powiedzieć. A jeszcze jak się przy tym uśmiechnie, to w ogóle miło się robi i reszta dnia może być dużo przyjemniejsza. J

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz