czwartek, 16 października 2014

Ludzie listy piszą… albo e-maile

Jakiś czas temu usłyszałam o niestosowności zwrotu „Witam” w mailach, zazwyczaj oficjalnych, który to zwrot miał pełnić funkcję synonimu „Dzień dobry”. Podobno są osoby, które nie odpisują na maile, rozpoczynające się tym zwrotem.
Przyznam szczerze, że pewnie nie zastanawiałam się nad tym wcześniej zbyt intensywnie. Owszem, korespondencję mailową prowadziłam i prowadzę już od dawna, na pewno więcej i częściej wysyłam e-maile niż listy tradycyjne, papierowe. (Swoją drogą, mam koleżankę, która w czasie studiów z uporem maniaka wysyłała kartki pocztowe, a nie e-kartki, i pisała do przyjaciółek zostawionych w rodzinnej miejscowości listy na zwykłym papierze. Długopisem… Kiedyś i ja dostałam taki list, kiedy z kolei była na wakacjach w domu. Odpisałam na komputerze, podpisałam się odręcznie, i wrzuciłam do skrzynki. Okazało się bowiem, że nie umiem już takich ilości tekstu napisać długopisem). Kiedyś postanowiłam nabyć papeterię ozdobną, właśnie w celu pisania do wspomnianej koleżanki. Nagabnięty o to pan w sklepie papierniczym powiedział, że ma jedynie koperty. Papeterii nie, bo już się jej nie używa. „Kto jeszcze tradycyjne listy pisze?”, spytał retorycznie, jak sądził, pan. Mogłam odpowiedzieć, że Asia, ale w sumie… dla jednej Asi papeterię produkować… Nie, to nie był argument. Więc poczułam się usprawiedliwiona.
Zanika nie tylko papeteria, ale i sztuka pisania listów. Bo e-mail to już zdecydowanie coś innego. Poza tym wciąż jest to coś nowego, a więc do końca nieusystematyzowanego. Pamiętam, że jak chodziłam do szkoły podstawowej, uczono nas, jak pisać listy. Jakie formy powitania, zakończenia, kompozycja… Potem na kursach języków obcych ze zdumieniem dowiedziałam się, że nagłówek powitalny w listach niemieckich nie jest stawiany pośrodku, ale równany do lewej. A potem to wszystko, ta cała wiedza, okazało się zbędne, bo podczas pisania maila korzysta się z elektronicznego edytora. I wzorców angielskich, które przeniesione na język polski czasem wprowadzają komplikacje.
Bo na przykład w polskiej tradycji (ależ górnolotnie zabrzmiało) przyjęte jest, że po nagłówku powitalnym stawiamy wykrzyknik, a następne zdanie zaczynamy w nowym wierszu, od akapitu. A skoro to nowe zdanie, to wielką literą. Pamiętam też pewne formuły, typu „W pierwszych słowach mojego listu chciałabym Cię serdecznie pozdrowić”. Zauważmy przy okazji, że zaimek „ty” (odmieniony) pisany jest wielką literą. Nie znają tego inne nacje. Może przyczyna leży w tym, że z wolna świat przyjmuje wzorce amerykańskie, w powszechnej opinii uważane za nieformalne, swobodne, pozbawione gorsetu konwencji. Ucieka jednak, że wynika to również ze specyfiki języka angielskiego, gdzie „you”, to zarówno „ty”, jak i „wy”. A z kolei forma „wy” naszym wschodnim sąsiadom pozwalała unikać niepolitycznej formy „pan/pani”. Żeby za szybko jednak kogoś nie „tyknąć”, mówiło się „wy, towarzyszu” – i problem z głowy.
Wracam do listów. Jak piszemy dzisiaj maile? Zacznijmy najpierw od nieoficjalnych. Załóżmy, że piszę list do wspomnianej Asi, ale wysyłam go pocztą elektroniczną. Piszę więc zwrot powitalny, po czym… stawiam przecinek. Bo tak nas uczą wzorce zachodnie (nie pamiętam, jak to jest w listach niemieckich, przyznam szczerze, ale wtedy mnie takie niuanse nie interesowały. Uczył się człowiek niby dla siebie, ale najpierw jednak trzeba było zaliczyć materiał na ocenę. Co skutkowało tym, że po wypluciu owej wiedzy na sprawdzianie, jakoś nie zawsze ona zostawała…). Więc od razu dylemat: jaką literą zacząć pisać w następnym wierszu? Ja piszę wielką, choć mam przy tym czasem dyskomfort. No, można jeszcze po prostu pisać w jednym ciągu, bez akapitów… ale to jakoś „nielistowo” wygląda. I mało przejrzyście.
Ale do koleżanki mogę pisać, jak mi się chce, zazwyczaj zna się taką osobę i wie, że zrozumie/nie zrozumie, jak będziemy pisać skrótami czy obrazkami. To już jest sprawa między nami, choć osobiście uważam, że im większy szacunek chce się komuś okazać, tym staranniej się pisze. Jeśli jednak coś będzie nie tak, to koniec świata nie nastąpi (mówię o normalnych relacjach i prawdziwych koleżankach, a nie fałszywych, zarozumiałych zołzach).
Co innego w korespondencji oficjalnej. Tutaj warto się postarać, bo wiele można stracić. Uważać trzeba na wszystko, zaczynając od tego ryzykownego nagłówka. Moim zdaniem najbezpieczniejsze są formy oficjalne i ogólne. Nie przyszłoby mi do głowy napisać „Witam” w mailu z aplikacją na jakieś stanowisko. Preferuję formy „Szanowna Pani” lub „Szanowny Panie”, jeśli zaś adres jest typu kadry@nazwafirmy.pl (adres wymyślony), więc brak imiennego odbiorcy, piszę „Szanowni Państwo”. Wysyłając maila do profesorów na studiach (i doktorów oraz magistrów) dodawałam tytuł/stopień naukowy. Najbardziej drażliwi na tym punkcie są chyba doktoranci, ale zdziwiłabym się, gdybym nie otrzymała odpowiedzi na swój list tylko dlatego, że napisałam „Szanowny Panie Magistrze” (aczkolwiek słowo „magister” dodawałam tylko wtedy, gdy wiedziałam, że ktoś bardzo tego chce). Sama, prowadząc zajęcia ze studentami, otrzymywałam od nich korespondencję, i niektóre nagłówki budziły mój uśmiech, ale i nieraz drażniły. Najbardziej nie lubiłam chyba, gdy ktoś pisał do mnie: „Szanowna Pani Agnieszko!”. To dodawanie imienia burzyło nieco ten oficjalny dystans i dla mnie zakrawało z lekka na jakąś taką protekcjonalność. (Swoją drogą, używanie naszego imienia – np. w sklepach czy newsletterach – nawet w połączeniu z formą „Pan/Pani”, nie jest chyba najmilej widziane. Tacy bardzo młodzi dorośli mogą nie widzieć w tym problemu, ale ci już trochę starsi – i owszem. Jak najbardziej się z tym utożsamiam. J ). Ale odpisywałam i tym osobom, bo jeśli oni nawet zachowali się z lekka niestosownie – najczęściej przecież nieświadomie – to według mnie brak odpowiedzi byłby już dużo bardziej nieelegancki. Jeśli wiedziałam, że spotkam się z tym osobami, np. na zajęciach, to po prostu omawiałam sytuację, nie mówiąc oczywiście, kto tak napisał, ale ogólnie: „Proszę państwa, jeśli piszecie maila do mnie, wystarczy zatytułować tak a tak”. Czasem nie było reakcji, ale przyznam szczerze, że nie ruszało mnie to aż tak mocno. I nie dlatego, że się nie cenię. Przeciwnie, po prostu nie dowartościowuję się przez odpowiednie, moim zdaniem, nagłówki.
Forma „Witam” jako początek maila przez wiele osób uważana jest za neutralną i zręczną, zwłaszcza gdy pisze się do kogoś obcego lub do jakichś kadr właśnie. Niestety, to złe myślenie. W PWN-owskiej poradni językowej temat był wielokrotnie poruszany, np. TU  lub TU. Można tam poczytać, co jest nie tak z tym „Witam”, ale w skrócie (dla leniwych i zabieganych :D): taka forma na początku listu ustala hierarchię; zakłada wyższą pozycję nadawcy. I o to fochują się niektórzy ludzie.
Nie jestem za „witaniem” w mailach. Zgadzam się z niestosownością tej formy. I „lubię” argument – skoro zaczynamy od: „Witam”, czemu nie kończymy: „Żegnam”? Bo już bardziej czujemy niestosowność i możliwość nieprawidłowej zamiany naszej intencji z pożegnalnej formułki na niegrzeczną odzywkę. Jestem też za tym, by maile – nawet te mniej formalne – przygotowywać staranniej przed wysłaniem. Rozumiem, że w smsach czy na czatach nie zawsze można wcisnąć wszystkie ogonki, pisze się skrótami, nie zawsze gramatycznie. To są komunikatory do szybkiej wymiany myśli, gdzie ilość znaków ma znaczenie, a i czas napisania wiadomości gra rolę. Jednak mail to wciąż list. Odbiorcy należy się szacunek wyrażony stosownymi zwrotami, użyciem akapitów i interlinii, odpowiednią literą w formach grzecznościowych, wciąż obowiązujących w Polsce. Odpowiednią to nie zawsze znaczy wielką – ale lepiej przesadzić w tę stronę. J Po prostu, według mnie, e-mail, tak jak kiedyś list, powinien swoją formą – zewnętrzną i treściową – pokazywać: Starałem się, bo cię szanuję.

Ale jednak nie popieram rugowania niegrzeczności (w tych przypadkach rzadko kiedy celowej) tą samą metodą. Wstydziłabym się na niechlujny list odpisać podobnie. To przecież świadczyłoby źle o mnie. A czy mój korespondent potraktowałby to jako lekcję i wyciągnął wnioski? Szczerze wątpię. Lepiej właśnie podesłać wzorzec, na którym mógłby się oprzeć – bo może właśnie nikt mu nigdy nie pokazał prawidłowej wersji? Różnie bywa, zwłaszcza w świecie internetu, gdzie pisze się coraz szybciej, coraz więcej – i niestety, byle jak. Wciąż jednak trzeba mieć nadzieję. J

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz