czwartek, 3 lipca 2014

„Kiedy bezsilność odbiera wszystko...”

Na stronie Kociej Łapki znalazłam taką informację:

--------------------------------------------------------------------------
Kiedy bezsilność odbiera wszystko...

Kilka dni temu dostaliśmy zgłoszenie o człowieku, który opiekuje się kilkoma kotami, a sam żyje w skrajnej nędzy. Wczoraj odwiedziliśmy Pana Andrzeja i widok, który zastałyśmy na miejscu sprawił, że chciałyśmy wyć z bezsilności i tak ogromnej niesprawiedliwości, że ludzie muszą żyć w takiej nędzy i niedostatku. Pan Andrzej jest chory na raka, ma nadciśnienie i osteoporozę (Pan pokazał nam wszystkie wyniki badań). Lekarz daje mu ok. 2, może 3 lat życia. Dostaje ok. 430 zł renty (również widziałyśmy wyciąg) i to są wszystkie pieniądze, którymi dysponuje. Co miesiąc musi uiszczać opłatę za czynsz, prąd i wykupić leki. Zostaje mu wtedy ok. 80 zł na jedzenie. Pan Andrzej powinien iść do szpitala, ale jak sam mówi, boi się o swoje koty, dlatego odciąga to w nieskończoność. To dla nich żyje i gdyby ich nie było już dawno zakończyłby to wszystko. Pan Andrzej pracował w szkolnictwie, musiał jednak przerwać pracę, bo zaczął podupadać na zdrowiu, jego rodzice zmarli, córka wyjechała za granicę i nie utrzymuje z Nim kontaktu. Pan Andrzej jest dobrym człowiekiem, nie ma problemów z żadnymi używkami, alkoholem, nie jest zbieraczem, wstydzi się warunków w jakich przyszło mu żyć. Jest mu przykro, że ludzie w autobusie odsuwają się od niego, ale nie ma nawet ciepłej wody w mieszkaniu, toalety, proszku by wyprać swoje ubrania, nie wspominając o pralce. Pan Andrzej opiekuje się 4 swoimi kotami i 3 wolno żyjącymi – najstarszy ma 18 lat i jest z nim od zawsze. Dziś wzięliśmy od niego 4 koty (w tym miesięcznego maluszka). Chcemy ogarnąć je pod względem zdrowotnym, zrobić badania krwi, zaszczepić, wykastrować, ogarnąć zęby. Części z nich będziemy szukać nowych domów. Chcemy pomagać Panu Andrzejowi w utrzymaniu tych zwierząt, bo jak sam mówi, koty było w jego życiu od zawsze i co chwilę, ktoś zwraca się do niego o pomoc, gdy na horyzoncie pojawia się jakiś bezdomniak. Oprócz pomocy dla zwierząt, chcemy zorganizować pomoc Panu Andrzejowi, aby żyło mu się lepiej. Mieszkanie Pana Andrzeja wymaga odmalowania, położenia jakiś najtańszych paneli na podłogę, wywalenia wszystkich mebli, które ledwo stoją. Kierujemy więc również do Was apel o pomoc. Pan Andrzej potrzebuje wszystkiego: farb, paneli, mebli do pokoju, kuchni i łazienki, tapczanu, pościeli, ręczników, misek, garnków, sztućców, kuchenki elektrycznej (w budynku został odcięty gaz), lodówki, firanek, jedzenia, środków czystości i higienicznych, ubrań (Pan Andrzej ma ok. 50-60 lat, ok. 176 cm wzrostu, waży ok. 80-90 kg, nosi rozmiar buta 41).

Jeśli ktoś z Was ma coś z tych rzeczy do oddania, prosimy o kontakt przez wiadomość na naszym profilu lub na adres e-mail: dtkocialapka@gmail.com. Również można z nami skontaktować się w tej sprawie pod nr tel. 505 736 044 lub 505 736 046.

Ta interwencja wstrząsnęła nami bardzo mocno, jesteśmy tym wszystkim strasznie poruszone. Nie chcemy Pana Andrzeja zostawiać samego z tym wszystkim.

Wpłaty na rzecz kotów Pana Andrzeja należy kierować:

Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt - Viva!
ul. Kawęczyńska 16/42a, 03-772 Warszawa
BGŻ 02 2030 0045 1110 0000 0255 7280
Koniecznie tytułem: Kocia Łapka – koty Pana Andrzeja
Dla przelewów zagranicznych
Swift: GOPZPLPW
IBAN: PL 02 2030 0045 1110 0000 0255 7280
PayPal: dtkocialapka@gmail.com

Aukcja na rzecz kotów Pana Andrzeja:
-----------------------------------------------------------------------------------

Właściwie sama nie wiem, co tu jeszcze o tym napisać. Przeraża, że człowiek może zostać tak całkiem sam, dopóki ktoś przypadkiem się o tym nie dowie. Gdzie jest rodzina? (I teraz niech pomyślą ci, którzy liczą na dzieci, że podadzą im na starość szklankę wody…). Sąsiedzi? Opieka społeczna? Gdzie są LUDZIE? Nie ma. Są tylko koty.

Fundacji, które proszą o wsparcie, jest bardzo wiele. Część z nich niestety nadużyła społecznego zaufania i – niestety  tym samym nadszarpnęła wiarygodność innych tego typu organizacji. Ludzie zresztą pomału obojętnieją na apele o pomoc również z powodu ich nadmiaru. Gdzie człowiek się nie obróci, tam ktoś prosi o pomoc. Pamiętam, jakiego wręcz absurdu sama byłam świadkiem. Była niedziela, druga styczniowa, a więc grała WOŚP. Byłam rano w kościele, na mszy oczywiście zbierana taca. Przy wyjściu czekali już ministranci z koszyczkami na fundusz ministrancki. Za nimi czaił się już Caritas, potem wolontariusze WOŚP. A na samym końcu pan, który zbierał na operację swojego czternastoletniego syna. Przez moment naszło mnie pragnienie, by stanąć za nim…

Nie wspierajcie Fundacji. Wesprzyjcie konkretny przypadek, problem. A jeśli ktoś już was zdążył oszukać, to czemu konsekwencje ma ponieść ten, kto tego naprawdę potrzebuje? Pomyślcie o człowieku, który kocha kota. I jeśli możecie, pomóżcie tej gromadzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz