poniedziałek, 23 czerwca 2014

Kociowe zagadki

Ostatnio pisałam o Kociu, że nie dawał mi spać. Był koniec maja, gorące dni i noce, a Kociowy temperament był zabójczy jak upały. Nagle jednak, bez żadnego wyraźnego powodu, jego zachowanie zmieniło się diametralnie. Miałam wręcz wrażenie, że ktoś podmienił mi kota… Zrobił się przylepny (jak na niego), cichy i prawie bezwonny. ;)
No, „prawie” czyni różnicę… Bezwonność kończyła się zazwyczaj wieczorami, w porze, gdy szłam do łazienki czynić wieczorną toaletę. Najwyraźniej dźwięk włączonej szczoteczki do zębów działał na Kocia pobudzająco albo też uznawał, że skoro ja się ogarniam, to i on powinien. I leciał do kuwety, a zapach rozchodził się wokół i wszędzie… Pół biedy, gdy tylko myłam zęby czy twarz. Łatwo było uprzątnąć „urobek”, i  już spokojniej kończyć swoją toaletę. Gorzej, gdy właśnie weszłam do wanny, zrobiłam sobie przyjemną piankę… gdy nagle aromat olejku do kąpieli ginął przytłoczony zgoła innym zapachem. Cóż, i tak nie ma co za długo w wodzie siedzieć, bo się skóra marszczy. Niemniej ten swoisty fenomen mnie zastanowił i któregoś razu postanowiłam zwierzyć się z tego na Forum. Nie zawiodłam się na jego uczestnikach i mam nadzieję, że nie pogniewają się, jeśli trafią tu i przeczytają fragmenty swoich wypowiedzi (bez nicków, żeby nie było pretensji, tylko numerki wypowiedzi):
Ja: Informuję, że Kocio jest nie ten sam. Nawet zastanawiam się, czy ktoś mi kota nie podmienił. Śpi, daje spać mi, nie wymusza zabawy, gdy pracuję, mogę poczytać książkę, obejrzeć coś... Mimo to i tak weszło mi w nawyk budzenie się koło czwartej. Patrzę jak łobuz śpi na parapecie... i też zasypiam. I żeby pokazać, jak mnie kocha, zawsze, gdy idę myć zęby, on leci zrobić kupę. Kuweta jest bliziutko łazienki... 
O[dpowiedź]1: Muszę się Wam wyżalić, bo gdzie mnie nie zrozumieją jak nie tu. Tu podobno są ludzie, którzy potrafią zrozumieć kota i wyjaśnić, dlaczego zachowuje się tak a nie inaczej. No to może zrozumieją i wyjaśnią mi, dlaczego ludzie zachowują się tak a nie inaczej. Konkretnie jeden ludź – moja pani, ta, co się podpisuje „panna_beata”. Mój problem jest taki: Zawsze, ale to zawsze, gdy wstaję raniutko i idę skorzystać z kuwety, ona leci do łazienki myć zęby. Kuweta jest bliziutko łazienki. Wiecie, jak trudno się skupić, gdy tuż obok ktoś leje wodę, szoruje zęby, bulgocze i pluje?! Może ona chce mi pokazać jak bardzo mnie kocha, i że w każdych okolicznościach jest gotowa mi towarzyszyć, ale naprawdę są okoliczności, gdy wolałbym być sam.
Kreślę się z szacunkiem – Kocio. 
Ja: Wyjaśniam, że ja idę PIERWSZA do łazienki. To ON mnie dogania. (To na wypadek, gdyby ktoś uznał, że Kocio jest szykanowany). 
O2: To niczego nie zmienia. Kocio, jak każdy kot, w takich sprawach działa z opóźnieniem. Czyli, myśli sobie: chyba mi się chce... kupę. Czy na pewno...? A może jednak nie..., a może jednak...? Wtedy Ty lecisz do łazienki, a Kocio sobie myśli: – Wystarczy, że zachce mi się sr.ć, a ta już leci do łazienki bulgotać!
Co za dom? Jak żyć panie premierze?
Poza uzdrawiającą mocą śmiechu, opisanie sprawy na Forum ponownie zlikwidowało temat. (Taka magia Zakątka :D). Kocio postanowił aktywizować się we wszystkich dziedzinach, kiedy już na pewno nikt mu nie będzie przeszkadzał, czyli kiedy pójdę spać. A podczas mojej toalety skromnie asystuje gdzieś z boku, łypiąc tylko oczkiem, czy wreszcie odkręcę kran, jednocześnie opuszczając zbiornik na wodę...
Ale przede wszystkim jest słodkim i czułym tulaskiem. Rano budzę się zazwyczaj z nosem w futrze, a jeśli nie, to i tak słodziak leży obok, a mi wolno go głaskać lub podłożyć rękę pod pysia. Nie przeszkadza mu to w spaniu, czasem nawet mruczy, jakby mu dobrze było... Z kolei wieczorem udaje się na balkon i siedzi tam zazwyczaj do późna w noc (a ja, mimo że czerwiec, śpię pod dodatkowym kocem. Ale czego się dla dobrostanu kota nie zrobi...). Wcześniej jednak przynosi do łóżka TO:

A teraz zobaczcie TO w pewnym oddaleniu:



Tak, to jego myszka. Jedna z ukochanych zabaweczek. Nosi ją nieustannie, którejś nocy się nawet obudziłam, jak się nią bawił. Nie, nie dlatego, że głośno. Tylko… znów ta (bez)wonność… ;) Ale czuć tylko wtedy, gdy myszka jest świeżo naśliniona. Wieczorami przynosi ją suchą i kładzie – zazwyczaj centralnie – na swoim kocyku. Nie wiem, czy zajmuje sobie miejsce, a myszka ma mu je wygrzać, czy też – i to wydaje mi się bardziej prawdopodobne – jest niejako w jego zastępstwie, żeby nie było mi smutno zasypiać samej.;) Myślę, że to wielce prawdopodobna teza. :D


1 komentarz:

  1. :D Mój mi znosi (nie każdej nocy, ale jednak) swoją ulubioną wędkę z piórkiem :D i bawi się np. o 3 nad ranem na moich nogach :D

    OdpowiedzUsuń