czwartek, 27 lutego 2014

Amazing! (1/3)

Najpierw pączek ode mnie dla wszystkich, którzy tu zaglądają:  Smacznego i niech idzie... tam, gdzie jest najbardziej potrzebny! ;)

A teraz do rzeczy. :)

Wczoraj obejrzałam melodramat s-f „Ona”. Byłam ciekawa, co wyjdzie z takiego miksu gatunków – czy będzie to opowieść o nieszczęśliwej miłości do robota? Albo w ogóle robotów? Czy scenerią będą gwiazdy nie tylko w przenośni? Obawiałam się nieco groteski albo po prostu nudy. Wyobrażałam sobie koncepcję typu świat Jetsonów, a ponieważ to wytwór amerykański, to nastawiałam się przy tym raczej na coś nieskomplikowanego, może z lekkim uśmiechem w stronę zakochanych. Zawsze to piękne uczucie, nawet gdyby mieli nim do siebie pałać marsjański wulkan (o, nawet fajnie ;)) i jakaś asteroida. Mogłam oczywiście sprawdzić recenzję, ale nie lubię za bardzo tego robić, zazwyczaj zdradzają one za dużo treści. W końcu zerknęłam, dowiedziałam się, że ludzie na pewno będą, wątek uczuciowy też, więc resztę tekstu ominęłam. I poszłam, nie wiedząc, że jeszcze cały następny dzień na myśl o tym filmie będę myśleć: był amazing! *
Napisałam już własną recenzję filmu, znajuje się TUTAJ. Nie chcę psuć nikomu przyjemności oglądania – bo bardzo gorąco do tego namawiam – dlatego postaram się nie odwoływać do konkretnych scen i rozwiązań fabuły. Pewnie jednak nie obędzie się bez zdradzenia paru rzeczy, postaram się jednak, by nie wykraczały poza to, co można znaleźć na stronie filmweb. Reszta – to moje przemyślenia.

Dla mnie głównym, zasadniczym problemem filmu „Ona” jest ludzka samotność. Samotność w pewien sposób wybrana, która jednak nie daje tego – może nawet nie szczęścia, a zadowolenia tym, którzy się na nią zdecydowali. Chociaż to chyba niewłaściwe słowo „zdecydowali”. Raczej – tak się ułożyło.
„Tak się układa” nie tylko bohaterom filmów, ale nam wszystkim. Każdemu może się zdarzyć, że zostanie sam. Zostanie porzucony, partner odejdzie lub czujemy się samotni mimo bycia we dwoje. Nie to jednak jest najgorsze, lecz – brak nadziei na lepsze, który nie pozwala nam zdecydować się na podjęcie wysiłku, by zmienić cokolwiek w naszym życiu. Wyjść z domu, ale DO LUDZI. Nie do salonu gier czy centrum handlowego, gdzie w tłumie nadal jesteśmy samotni i anonimowi. Samotność nie zniknie sama z siebie. Nie zastąpi jej nawet najciekawsze hobby. Owszem, dostarczy na moment adrenaliny, poprawi krążenie, fajnie, gdy wywoła pogodny wyraz twarzy. Ale hobby nie przytuli nas w nocy tak, jak uczyni to ktoś bliski. Najinteligentniejsza maszyna, choćby segregowała nam pocztę i wyławiała nasze najciekawsze teksty – nie zestarzeje się z nami. A ludzie, zamiast wybierać ludzi, coraz bardziej zamykają się w świecie. Rzeczy. Marzeń. Nigdy niezrealizowanych planów na jutro. Używek poprawiających nastrój.
Dlaczego tak się dzieje? Ja odpowiedź znalazłam wczoraj w filmie (co nie oznacza, że jest właściwa albo jedyna). Człowiek dojrzały, który doświadczył porażki w związku, ma do wyboru: spróbować jeszcze raz albo zamknąć się ze strachu przed ponowną porażką, kolejnym cierpieniem, następnym odrzuceniem. I większość się boi. W świecie coraz bardziej zaawansowanym technologicznie emocje są wciąż najtrudniejsze do opanowania.
A przecież związki międzyludzkie to nie tylko relacje damsko-męskie (i damsko-damskie oraz męsko-męskie, jeśli ktoś lubi) w sensie erotycznym, miłosnym. To relacje, więzi rodzinne, przyjacielskie, społeczne. Tylko jeśli zamiast wychodzić z domu, będziemy nieustannie czatować, smsować czy blogować ;), to później nie będziemy umieli niczego zbudować w realnym świecie. Im człowiek starszy, tym bardziej boi się samotności (zazwyczaj), ale też trudniej nauczyć się czegoś nowego – jak na przykład życia z kimś. Nie tylko obok niego. Warto o tym pomyśleć, zanim będzie to zbyt trudne. :)

Film „Ona” poruszył mnie niezwykle mocno również z innego powodu. Z jednej strony opisana wyżej samotność, ale z drugiej – nieustanne odkrywanie świata przez kogoś, kto dotąd go nie znał. Kiedy słucha się po wielokroć wygłaszanych zachwytów nad wszystkim, co żyjącemu człowiekowi wydaje się oczywiste (do tego stopnia, że nawet nie wiem, jakim przykładem się posłużyć), można oczywiście uśmiechnąć się z pobłażaniem. To przecież zachwyt dziecka, dorosły przecież zna świat, nie musi już go odkrywać i doskonale wie, że nie ma wielu powodów do zachwytu. Czy na pewno? Odkrywanie świata może odbywać się codziennie, nikt tego nie broni. Spojrzenie na świat oczami i emocjami dziecka może pomóc odzyskać ufność i przełamać lęk – a przynajmniej spróbować go przełamać. Nie tylko wrażliwych dotyka strach przed odrzuceniem. Nie tylko romantycy potrzebują uczucia. All you need is love.
Nie wiem, czy wystarczająco udało mi się oddać słowami uczucia, które wzbudził we mnie film. Wydaje mi się, że wciąż coś można dodać, ale z drugiej strony – może niedosyt sprawi, że po przeczytaniu tego ktoś zechce pójść i zobaczyć ten film. Albo zaprosić mnie na jakiś inny. ;)

-----------------------------------------------------------------------------------

* O używaniu angielskich słówek i językach obcych w ogóle przy okazji któregoś z najbliższych wpisów.

1 komentarz:

  1. czuję się wystarczająco zachęcona, na pewno obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń