piątek, 14 lutego 2014

Sympatyczna historia z piramidą w tle

Dzisiaj - walentynkowo. Historia dziewczyny szukającej - jakże by inaczej - uczucia przez internet. Naturalnie jest to fikcja, a wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń rzeczywistych naturalnie jest niezamierzone i przypadkowe. :)

„Szukam Pani, która wyjedzie ze mną na wakacje w listopadzie, najchętniej do Egiptu”. Tak mniej więcej napisał Wojtuś na swoim profilu pewnego sympatycznego portalu internetowego. Odpisała, że ona chętnie. W sumie czemu nie? Pieniądze miała, czas też – zrezygnowała przecież z pracy w szkole, w Egipcie nigdy nie była, a tylu znajomych traktowało to jako oczywistość. Więc czemu nie ona? A że z obcym facetem? I cóż takiego może się stać? Nie zabije mnie przecież, paszportu trzeba po prostu pilnować, żeby nie zostać gdzieś znienacka sprzedaną. I tyle, mówiła. Zażartowała raz do koleżanki, która pytała, czy nie boi się gwałtu. Raczej tego, że nic nie będzie, odparła ze śmiechem. A może, snuła romantyczne myśli wciąż głupia i naiwna gąska (mimo wszystkiego, co doświadczyła!), może będzie coś więcej, może mnie pokocha? Jest starszy, to dobrze, lubiła takich przecież. Wyobrażała sobie, że taki pan wie, czego chce od życia, od ludzi. To, że się nie ożenił do tej pory…? Cóż, zdarza się, może ma za sobą jakieś bolesne doświadczenie, może po prostu nie znalazł zrozumienia u żadnej ze spotkanych kobiet? To się zdarza, ona przecież wiedziała…
No więc może ten wyjazd coś zmieni. Spotykała się z Wojtusiem przed wyjazdem, powinni się w końcu trochę poznać wcześniej. Było miło, choć starała się myśleć, że jest lepiej niż tylko miło. Teraz by wiedziała, że to nie wyjdzie. A może nie? Nieistotne.
Polecieli do Egiptu zaraz tak na początku listopada. Już na lotnisku pojawiły się sygnały, że może być „nie halo”. On był nieustannie zajęty komórką lub laptopem. Ona tak bardzo chciała, by on wreszcie zaczął przełamywać ten coraz bardziej męczący koleżeński dystans. Sama nie umiała, tak jak na wcześniejszych spacerach, po prostu wziąć go za rękę. On nie ułatwiał sprawy. Bo nawet gdy się odważyła, on był bierny i traktował sprawę „po dżentelmeńsku”. Pozwalał, ale sam nie oddawał ciepła. Później, po powrocie, mówiła, że egipskie palmy miały więcej empatii…
Złe warunki pogodowe sprawiły, że odlot opóźnił się o prawie 12 godzin. Na dodatek samolot mógł wystartować z Katowic, nie z Okęcia. Więc kilka godzin autokarem. Siedzieli obok siebie, on w pewnym momencie przysnął na jej ramieniu. Uznała to za dobry początek. Ale na postoju on zajął się całkowicie i jedynie sobą, a ona… ona miała nadzieję, że później będzie lepiej… Co jej zostało?
Nad ranem znaleźli się w hotelu. Piękne słońce, plaża, obiecujący wiele przyjemności widok miejsca, po którym obiecywała sobie tak wiele. I obok ten, który miał pomóc jej zmienić życie, uwolnić się od słodkiego koszmaru wspominania Misiowej obecności w jej życiu…
Pierwszy dzień wiele nie zmienił w ich relacjach. Zajmował się nią, gdy była potrzeba, ale nie widać było większego zaangażowania. Uprzejmość, nic więcej. Dobre i tyle, myślała i czekała na wieczór. Mieli przecież wspólny pokój… Niemożliwe, żebyśmy tak po prostu poszli spać, myślała dalej. Na myśleniu się skończyło.
Powiedział dobranoc i zasnął.
Kolejny dzień, jeśli coś zmienił, to na gorsze. Obojętny uprzejmy uśmiech na widok jej ubranej w kostium bikini. Wiedziała, że nie ma dużych niebieskich oczu, ale chociaż te długie zadbane nogi… Cóż, nie ruszył go ten widok. Na basenie każde nasmarowało się własnym olejkiem do opalania. Luźna konwersacja, potem każde wzięło własną książkę. Oczy jej się szkliły, ale przecież nie przyjechała tu, żeby znowu płakać! Więc czytała, uśmiechała się, próbowała być miła i serdeczna – z coraz większym trudem. Wieczorem, kiedy siedzieli na balkonie, a on zaczął bawić się swoim aparatem fotograficznym, nie wytrzymała. Po co właściwie chciałeś, żebym tu przyjechała z Tobą, zapytała. Żeby mieć towarzystwo. Odparł bez namysłu i uśmiechu, po czym znów zapadła cisza. Dobranoc.
Ostatnią próbę przetworzenia ich znajomości „w coś więcej” podjęła czwartego dnia. Wojtuś wrócił pod wieczór z nurkowania – podstawowy cel wyjazdu, o czym wiedziała. Jej dzień – wreszcie bez ciążącego milczenia towarzysza podróży – najpierw zapowiadał się super, ale potem było coraz trudniej. Doszła więc do wniosku, że tak nie może być. To na pewno jej wina, że nic między nimi się nie dzieje. Jest za mało kobieca, nie wzbudza męskiego zainteresowania. Ale jest jeszcze szansa. Po całym prawie dniu „rozłąki”, kiedy wreszcie nie byli na siebie poniekąd skazani dwadzieścia cztery na dobę, może spróbować raz jeszcze zaintrygować go sobą i naprawić własne błędy…
Szybki prysznic, żeby zmyć z siebie całodniowy pot i kurz. Teraz którą bluzkę? Majtki, spódnicę? A może jednak inne kolczyki? To później, bo przecież nie zdążę się pomalować. Perfumy, gdzie są? Cała procedura przygotowania została zakończona dokładnie w momencie, gdy on zapukał do pokoju.
Aż niewiarygodne, ale tak właśnie się stało. Otworzyła uśmiechnięta, ożywiona, będąca jednym wielkim oczekiwaniem na jego reakcję. W tle muzyka z MTV, zmierzch… Podniósł brwi z uznaniem, wszedł i powiedział, że idzie się wykąpać. Rzucił graty na podłogę. Ona podjęła ostatnią próbę. Może umyć Ci plecy, zapytała odważnie. Jak chcesz, odparł obojętnie i nie czekając na odpowiedź, poszedł do łazienki, zamykając za sobą drzwi.
Do końca pobytu, dwanaście nocy, spała na proszkach nasennych. Nie sądziła, że się przydadzą, ale jednak. Przetrzymała. I Żanetkę, która próbowała odbić jej Wojtusia (na zdrowie), i wspólne, na samym początku zaplanowane wycieczki, i nawet czterogodzinny powrotny lot, w czasie którego powiedział do niej JEDNO zdanie – bynajmniej nie z własnej inicjatywy…
Potem ze śmiechem opowiadała o tym pobycie. Ale tak naprawdę bolało. Z jednej strony: jego zimna obojętność, z drugiej – świadomość własnej niezaradności. Nie umiała go sobą zainteresować w tak sprzyjających warunkach… Mimo to podjęła kolejną próbę znalezienia sympatycznego pana. Kiedyś musi się przecież udać! :)

2 komentarze:

  1. Ciekawe, po co chcial ciągnąć kobietę przez pół świata, skoro nie umiał jej użyć ;)

    OdpowiedzUsuń