czwartek, 20 marca 2014

Profesor Kocio

Od kotów można się wiele nauczyć. Może dlatego właśnie kota, nie psa, zaprosiłam do swojego życia? Może to przypadek, może szczęśliwy traf. W każdym razie po ponad pięciu miesiącach mieszkania z Kociem widzę, że jego sposób na życie jest dużo lepszy niż mój. Na pewno nie wyłapałam jeszcze wszystkiego, lista każdego dnia się modyfikuje. Krótko zresztą ze sobą mieszkamy (nie czyta tego, więc mogę nie pisać, że mieszkam u niego :P). Niedługo dowiem się więcej o kociej osobowości, bo idę na warsztaty o kotach. Cieszę się, bo mam nadzieję spotkać tam zarazem innych kociarzy. Kiedy opiekowałam się malutką siostrzenicą, chodziłam z nią w wózeczku, a potem prowadzałam na placyki zabaw, to znałam mnóstwo mam, z którymi mogłam roztrząsać choroby i problemy wieku dziecięcego. Przy kocie nie jest już tak łatwo... ;)

Czego więc ten mój Kocio dotychczas mnie nauczył? Otóż tego, że:
Koty wiedzą o tym, że aby coś osiągnąć, trzeba zadbać o zrobienie dobrego pierwszego wrażenia.
Coraz częściej mówi się, że w dzisiejszym świecie należy umieć „dobrze się sprzedać”. Koty wiedziały to zawsze. Wiedzą, co zrobić, by osiągnąć cel. Jak patrzę na mojego łobuziaka i wspominam jego zachowanie podczas naszego pierwszego spotkania – nie mam wątpliwości, że mają to w genach. Ach, jak on się miział, wdzięczył, roztaczał koci urok! Ba, jeszcze kilka dni utrzymywał ten wizerunek, żeby na pewno się zadomowić. Teraz jest zgoła inaczej… ;) Może stąd bierze się w niektórych przekonanie o tym, że koty są fałszywe? Ale to nie to. Po prostu…
...koty nie widzą nic złego w dbaniu o swoje potrzeby, prawa i przywileje.
Może więc człowiek też powinien wziąć z nich przykład i bardziej zadbać o siebie? Uznać, że należy zapewnić sobie przyjemność, skoro jej potrzebuje, czas – na poświęcenie go pasji, jeśli tego pragną? Wydać pieniądze na ciastko dla siebie, bo tak? :) Oczywiście nie chodzi o to, by zaniedbać bliskich i skupić się na sobie. Ale najpierw na sobie. Zresztą, ja osobiście rozumiem zajmowanie się kimś w pozytywnym sensie, jako związane z pomocą. Niekiedy jednak wyświadcza się w ten sposób niedźwiedzią przysługę. Albo próbujemy mniej lub bardziej świadomie manipulować czyimś życiem. Spójrzmy na kota i powiedzmy zdecydowane „nie” takiej postawie!
Kolejną kocią mądrość można ująć w takiej maksymie:
Spanie jest dobre i należy je uprawiać zawsze, gdy tylko nadarzy się okazja. Identycznie jest z jedzeniem.
Kocio śpi całym sobą.

Zanim poszedł spać, oczywiście się najadł. Łosoś jest tylko od święta, więc korzysta!

Czy widział ktoś kiedyś kota-anorektyka? (Nie chodzi mi o wygłodzenie z powodu braku dostępu do jedzenia lub/i choroby, lecz dobrowolną rezygnację, żeby „lepiej” wyglądać). A rezygnującego ze snu? ;) Przypominam, że wypoczęty i najedzony człowiek również jest zupełnie inną osobą – dużo milszą i łatwiejszą w obsłudze. Także bardziej rzeczową, a czasem skłonniejszą do ustępstw. Więc jedzmy i śpijmy! ;)

Na czym jeszcze powinniśmy się wzorować?

Koty liżą tylko swoje tyłki. Drugiemu kotu wyliżą najwyżej ucho.

Ten luz, ten brak skrępowania... 

Chyba nie wymaga komentarza. :P

Poza tym:

Nikt nie okaże Ci tyle szczerego uczucia, co kot.

Jeśli kot Cię nie lubi, to masz jasność w tej sprawie. To jest dla mnie w ogóle sens wszystkiego. Nienawidzę i boję się kłamstwa. Tracę wtedy grunt pod nogami, nie wiem, co mam robić i jak żyć wśród osób, które w każdej chwili mogą mnie oszukiwać. Sama jestem do gruntu szczera, choć niektórzy pewnie uważają to czasem za bezczelność. Nie. Czasem popełniam gafy, pewnie, brak talentu dyplomatycznego… ech. Ale z kotem nie mam problemu pod tym względem.
Koty bawią się rzeczami, które z pewnością nie temu miały służyć.
A może to wskazówka, by zacząć postrzegać świat inaczej? Kreatywniej? Mnie to dało do myślenia… I przy okazji wciąż przypomina, żeby cieszyć się drobiazgami. ;)
Cierpliwość w czekaniu na upragniony cel jest na poziomie supermistrza.


Za to Kocia podziwiam. Nieumiejętność czekania wiele razy w życiu sprawiła mi problem. Uczę się, ale do kota jeszcze mi daleko… ;)
Spokój, spokój i jeszcze raz spokój. Co by się nie działo, kota to nie dotyczy.



Ta druga część brzmi może niespecjalnie. Ale czy nasze przejmowanie się wszelkim złem tego świata w czymś pomoże…? (Mówię o samym zamartwianiu się). Jeśli nie mamy wpływu na rzecz czy sytuację, to myślenie o tym psuje nasz nastrój, niszczy nasze życie i nie pozwala cieszyć się nam nawet drobnostkami. Górnolotnie to zabrzmi, ale – w pewnym sensie przegrywamy życie.
Kot musi mieć swoje terytorium.
Nie zastanawiałam się nad tym wcześniej tak bardzo, ale od jakiegoś czasu widzę, jak ważna jest własna przestrzeń. Miejsce, gdzie możemy być całkiem sobą, swobodni, gdzie nikt nam nie wchodzi z ubłoconymi butami i narzuca swoją wizję świata – albo wysysa naszą.
Jest niezwykle samowystarczalny.
Dla mnie koty osiągają w tym poziom równie supermistrzowski, co w umiejętności czekania. A ja widzę, że chociaż w tej dziedzinie trochę już osiągnęłam, to jednak sporo pracy przede mną. Na szczęście mam przy sobie Profesora Kocia! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz