wtorek, 4 marca 2014

Pomocne dwa "K”

Czasem łapię jakiś smuteczek. Życzliwa dusza pyta, co mi, a ja na to: To co zawsze, czyli nic. Bo w sumie – nic. Tyle nieszczęść na świecie, żeby daleko nie szukać – na opisywanej w poprzednim poście Ukrainie – a mi smutno. Więc nie robię dramatów, tylko staram się: a) znaleźć źródło, źródełko, praprzyczynę tego nastroju; b) w zależności od powodu – znaleźć remedium. Dzisiaj było łatwo: po prostu jestem znużona wykonywaną pracą. Jestem korektorką (w porywach, jak ktoś ma gest – redaktorką), a ponieważ jeszcze nie popadłam w rutynę, to zajęcie mnie cieszy. Tak zazwyczaj, ale dzisiaj poczułam, że jakoś mi nie idzie. Może tekst trudny, może pogoda nie taka, może jeszcze coś. W każdym razie, kiedy wstałam zrobić kolejną herbatę, zrozumiałam, że uciekam od pracy. Poczułam się bardzo z siebie niezadowolona. No bo jak to? Mam możliwość zarobku, mam warunki do pracy – a ja marudzę... No cóż, ludzka rzecz, a kobieca – tym bardziej. Gorzej, jak na tym etapie się zostanie. ;)
Dzisiaj poradziłam sobie z tym zadziwiająco dobrze, szybko – i bardzo, bardzo kobieco. ;) Otóż przede wszystkim poszłam do kuchni, by zrobić szybkie wytrawne muffinki drożdżowe „na winie”. ;) Futrzak się plątał, ale nie za bardzo. I wyszedł z kuchni dopiero wtedy, gdy wytarłam ostatnią szklankę i w zasadzie już nie przeszkadzał. A nie, przepraszam. Został jeszcze podczas zamiatania podłogi. Siedział centralnie w miejscu, które właśnie miało być ogarnięte – dumny, niewzruszony i oczywiście po nic. Kiedy podchodziłam ze szczotką i machałam, by go odgonić, on patrzył na mnie spokojnie i z godnością po kolei podnosił łapy. I jak tu być smutnym? ;)
Każde sprzątanie z kotem jest takie zabawne. Trochę może wolniej to idzie, ale z drugiej strony – jakiż on jest kochany i słodki, gdy tak „po nic” asystuje przy każdej czynności. A potem śpi wykończony całodzienną pracą. :)

Kocio znów ma etap miziaka. Przychodzi do łóżka, kładzie się obok, wygniecie, wymruczy, obślini – jednym słowem: ukocha całym sobą. A jak śmiesznie potrafi nieraz w czasie zabawy podlecieć i wyciągnąć się do mnie tak, że niby coś chce, a gdy się schylę, dostaję szybkiego buziaka noskiem, po czym leci z powrotem do zabaweczki… Tylko na kolana nie chce wchodzić, ale widać ten typ tak ma. Z kolei jak już przyjdzie się przytulić, ileż to radości! Jest jak poniektórzy faceci pod tym względem: w dzień powściągliwy do mnie, ale noce są nasze. ;) A pod innymi względami – dużo, dużo kochańszy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz